Abonent szczęśliwie dostępny, a mowa o Adamie Bonieckim. Jest kapłanem, redaktorem Tygodnika Powszechnego, jest intelektualistą pamiętającym dawne czasy, w których istniało pewne piękno myślenia ludzi chwilowo niedostępnych teraz.

Ludzie

Bonieckiego poznałem przez Zakaz palenia. Zafascynowany postacią sięgnąłem po Tygodnik Powszechny. Ksiądz Adam jest jego redaktorem-seniorem. Co tu dużo mówić, zauroczyłem się Tygodnikiem. Tymczasem chciałem o lekturze konkretnej książki, lecz gdybym opowiadał inaczej o lekturze Abonenta…, byłoby to bezsensowne. Książka wykracza oczywiście poza światek z Wiślnej 12. Sięga po Paryż czy Rzym. Tylko, że nie na ten zasięg należy spoglądać. Tym właściwym jest ten mierzony przez ludzi. Tych wszystkich zgromadzonych przez Tygodnik. Nie mam pojęcia, a raczej myślę sobie, że książka Bonieckiego to zbyt mało by ogarnąć ten zasięg. Zanim Abonent… wpadł w moje ręce, miałem szczęście przygotować się do tego spotkania.

Kanony

Otóż sięgnąłem po Kanony Tygodnika. Tam spotykałem rozmaite osobistości. Podsłuchiwałem w lekkim zadziwieniu rozmów. Nie zdawałem sobie sprawy, że można tak rozmawiać! Po ludzku, z lekkością o rzeczach najważniejszych, z uporządkowanym i pewnym sumieniem. Na marginesie, Kisiel był najlepszy, a na pewno najzabawniejszy, bo wbiło mi się w pamięć, jak zrobił dobry wywiad przy wódce. Wtedy byłem bardziej zacofany niż jestem dzisiaj. Były to często moje pierwsze spotkania z wybitnymi ludźmi, ponieważ nie liczę tych spotkań ze szkolnych czasów. Poza tym że nie byłem orłem, to w szkole nikt nie zafascynował mnie tą czy inną postacią. Dlatego Kanony pomogły mi odrobić nieco zaległości. Teraz więc mogę powiedzieć coś o lekturze.

Uczucie

Dla mnie Abonent… jest jedną z moich ulubionych lektur. Obiecałem sobie po niej, że zaczytam się w Miłoszu, Szymborskiej i Twardowskim. Zawstydziłem się poza tym z braku znajomości tych twórczości. Tymczasem tamte zdarzenia, spotkania i rozmowy zapisane w książce nie były tak dawno skoro ktoś je dzisiaj wspomina. Mam jednak wrażenie, że tą teraźniejszość od tamtej przeszłości dzieli taka przepaść jak między couchami a psychologami z prawdziwego zdarzenia. Podczas lektury doświadczałem odkrywania całkiem niedawnego świata, w którym istniały wartości oraz ważne słowa. Światek intelektualistów któremu pomnik stawia autor książki fascynuje jak obraz ze starego filmu. Zastanawiasz się czy naprawdę tak było? Że tylu mądrych ludzi chodziło po świecie i miało coś ciekawego do powiedzenia… Lektura stała się pewnym kluczem do zrozumienia mojego zafascynowania samym Tygodnikiem. Jest to bowiem coraz rzadszym doświadczenim – posłuchać kogoś mądrego, zderzyć się z ważnymi pytaniami. Toteż można rzec, że te wszystkie wspomnienia sięgają świata ludzi, w którym mądrość nie odeszła jeszcze do lamusa, a ludzie posiadali czas aby szukać odpowiedzi na ważne pytania.