Będę opowiadał trochę o filmach. Tak sobie postanowiłem. Nie interesuje mnie recenzowanie ich, a przynajmniej nie w profesjonalnym stylu. Nie jestem maniakiem kina i jestem średnio kompetentny do szczegółowych omówień. Tym niemniej będę mądrował się, bo mogę. Tak na serio zamierzam gawędzić w stylu „opowieści i opowieści”. Taki wymyśliłem sobie format i tyle. Tymczasem zaczynamy. „Atlas chmur” na pierwszy ogień.

Oświeceni

Atlas chmur oglądałem już jakiś czas temu. Pamiętam, że powalił mnie na kolana. Dodałem go do ulubionych na Filmwebie. Spoglądam tam teraz, żeby cokolwiek skojarzyć. Zamierzam przecież napisać coś ciekawego. Postanawiam powielić opis znajdujący się na portalu. „Rozgrywająca się w różnych epokach czasowych i zakątkach świata opowieść o losach ludzi, których czyny mają wpływ na przeszłość, teraźniejszość oraz przyszłość”. Niby taki jest właśnie film. Dlatego stał się w zasadzie jednym z tych ulubionych dla mnie. Pamiętam, że trułem jeszcze wtedy nie-małżonce jaki to genialny film. Swoją drogą ilekroć wracam do takich chwil, współczuję wam drogie kobiety, że zgrywamy takich oświeconych przed wami. Gdy tak trułem jeszcze nie-małżonce, opiewałem geniusz twórców. Pokazali przecież, że dobrze jest kipnąć dla idei, bo przetrwa ona wtedy dalej. No przyznajcie, że czujecie teraz ten nonszalancki romantyzm. Czas zrewidować ten pogląd.

Kompletnie nie wiem jak zatytułować ten obrazek, ale spośród różnych ilustracji z Atlasu chmur ten wydał mi się najciekawszy.

Inkubator

Bywałem często i bywam od czasu do czasu okrutnie naiwnym kolesiem. Atlas chmur powiedział na głos to, co moja intuicja szeptała mi wtedy do ucha. Otóż myślałem sobie podówczas, że człowiek robi dobrze, gdy postępuje w zgodzie z takim wewnętrznym duchem. Dzisiaj powiem to samo, z tym że kiedyś tłumaczyłem to tak, że podtrzymujemy takim działaniem szlachetną ideę. W Atlasie są szlachetne idee, te co przywracają wiarę w człowieka. Człowiek jest takimi inkubatorem dla tych idei. Tak myślałem. Teraz zmieniłem myślenie.

Prometeusz

Myślę, że nie jest tak wcale, żeby człowiek był taki potrzebny tym ideom. Idei potrzebuje człowiek, jak pijany kubła zimnej wody, aby otrzeźwieć. Łudziłem się, że człowiek to wszystko wymyślił. Te wszystkie mądre rzeczy, które wnoszą dobro i piękno do życia. Łudziłem się okrutnie, że człowiek ma za zadanie podtrzymywać je, jakby były tlącym się ogarkiem. Nic z tych rzeczy. To one podtrzymują nas i przypominają co jest dobre, a co nie jest. One przypominają nam najbardziej elementarne i najprostsze prawdy. Na przykład to, że człowiek nie przestaje być człowiekiem, nawet gdy ktoś mający się za nadczłowieka chciałby mówić inaczej. Niby banał. Te idee niosą zatem człowieka przez stulecia i gdy ten dąży do autodestrukcji pojawia się ktoś przypominający prostą prawdę. Prometeusz ma w ten sposób niejedną twarz. Zmieniłem myślenie. Myślę, że idee są inkubatorami cywilizacji, a naszym zadaniem nie jest je podtrzymywać, a jest je odnajdywać, bo one są nieśmiertelne. Strzegą nas przed nami.