Może tak mieliście, że drobny upominek dał do przemyślenia, nawet jeśli nie było to w czyjejś intencji. Jeśli tak to zapewne zrozumiemy się dobrze, jeśli zaś nie to, tym bardziej posłuchajcie mojej historii.

Urodziny

Jest to opowieść o niewielkiej, ozdobnej blasze z napisem. Miałem wybrać jedną z kilku. Jedna mówiła: Enjoy every moment. Your life is right now. Na innej zapisano: Real life beginning at the end of your protection zone. W zasadzie rywalizacja miała miejsce między tymi dwoma hasłami, chociaż jeszcze inna blacha nosiła napis: just be yourself. Najlepsze słowa, ale posiadała również kiepski fason. Wybór oddałem żonie. „Zobaczę co los mi powie” myślę sobie. Toteż dowiedziałem się żeby korzystać z każdej chwili, bo prawdziwe życie jest właśnie teraz.  

Napis dał mi do myślenia. Brzmi nieco hedonistycznie. „Liczy się teraz” może zwodzić. Tutaj miałem taki orzech do zgryzienia człowieka niedojrzałej wiary. Wtłoczono mi do głowy, a przynajmniej tak to przetworzyłem, że należy wyzbywać się marności tego świata. Niebo jest przecież najważniejsze. Zmusiłem się na wysiłek zwątpienia. Pomyślałem czy ten super Pan Bóg tak samo gardzi swoim dziełem, żebyśmy my mieli wyrzekać się ziemskiego życia?

Twoje życie jest właśnie teraz – te słowa stały się dla mnie, jak kubeł zimnej wody. Swego czasu patrzyłem panicznie na przyszłość. To dochodziło do takiego stopnia, że paraliżowałem samego siebie strachem przed nieznanym, a w tle ulatywała moja teraźniejszość. Tutaj rozgrywa się taki klasyczny konflikt między rozumem a sercem. Tymczasem nie opowiadam o bezmyślnym ganianiu za zachciankami. Czasem pojawiają się w głowie ciekawe pomysły. Przychodzi potrzeba zrobienia czegoś dobrego. Zazwyczaj takie historie pomysłów i dobrych chęci kończą się zaniechaniem, bo powód zawsze się znajdzie.

Teraźniejszość, to proste

Prozaiczna rzecz – mały upominek. Urodzinowa blacha pomogła mi spojrzeć na własne życie. Zobaczyłem ogromną stertę niewykorzystanych szans. Ujrzałem przede wszystkim strach. Sam sobie odebrałem wiele szans. A to opinie otoczenia, lęk przed niepowodzeniem, przed wygłupieniem się, przed niezrozumieniem, przed bezsensownością i tak dalej. W taki sposób troska o mądrą przyszłość okazuje się degradującym strachem. Toteż życie teraźniejszością jest dla mnie chrześcijańskie. Szaleństwo „teraz” jest wymagające. Bez zaufania zaczyna się uciekać w przyszłość, a nawet w przeszłość. Dlatego uspokajam siebie mówiąc: Bóg jest tam, gdzie moje teraz.