Wspominam prozaiczne historie, aby móc powiedzieć o sile małych gestów. Często zapominamy o tym jak bardzo potrzeba ludzkiej życzliwości na co dzień.

Byliśmy w parku. Był pogodny dzień. Spacerowaliśmy. Przechadzając się tamtymi alejkami, nie zwracaliśmy kompletnie uwagi na rzekome piękno przyrody. Jak jest o czym gadać, to gada się po prostu. Z reguły takie pojedyncze wydarzenia wypadają mi z głowy, lecz tamtym razem wydarzyło się coś, co zapisało się w pamięci. Tamtego dnia podszedł do nas pewien mężczyzna. Poprosił, abym zatelefonował do jednej osoby i przekazał krótką wiadomość. Takie akcje nie zdarzają się często. Pomogłem. Podziękował i podarował mi uśmiech i szczere, głębokie spojrzenie. Pamięć włączyła checkpoint.

Inna historia wydarzyła się w miejskim tramwaju. Przed wsiadaniem nagrywaliśmy tramwaj. Generalnie mówiąc mieliśmy twórcze zajęcie. Pewien mężczyzna zauważył cały ten proces i wyczekał zwyczajnie jego końca. Nie wpychał się w kadr. Dostrzegł drugiego człowieka potrzebującego małego zrozumienia. Okazał zwykłą cierpliwość. Jadąc wspólnie zamieniliśmy kilka zdań. Były nieistotne. Natomiast ważne stało się pożegnanie. Wysiadając przy swoim przystanku, powiedział do nas miłego dnia. Bum! Kolejny checkpoint.

Rozpędzeni w codzienności nie mamy czasu na uprzejmość. Na koniec dnia wracamy z pola bitwy jakim bywa miejska dżungla. Znosimy do domów poczynione złośliwości. Generujemy mnóstwo zbędnych emocji, a na drugi dzień zapominamy o wszelkich utarczkach z ludźmi. Tymczasem tamte małe życzliwości zostały mi w pamięci. Prozaiczna sprawa. Prawdopodobnie nie poznam twarzy tamtych panów. Jednak dla mnie tamte proste gesty dały mi wiele. Ot, w momencie ktoś obcy przestał być moim wrogiem.