Artykuł o wolności oraz o ludziach w Internecie, oraz o nowych mediach i o tym dlaczego są starymi mediami.

Internet

Kiedy czyta się komentarze pod wirtualnymi artykułami, przychodzi często pytanie „jak ktoś mógł napisać coś takiego?!”. Myślę, że to stwierdzenie dotyczy mnóstwa osób, które klikają tu i ówdzie. Jakiś czas temu miała miejsce sprawa związana z pewnym internetowym twórcą. Człowiek o pseudonimie „Pewdiepie” udostępnił w swoich mediach (nie pierwszy raz zresztą) komediowy materiał zawierający żarty w kontekście zbrodni nazistowskich. Czarny humor, można by rzec. Do tych rzeczy dodam tylko coraz częstsze oferty handlowo-biznesowe. Dzwonią ludzie których kompletnie nie znam. Chcą rozmawiać o finansach, zaprezentować mi jakiś model zarabiania nie ruszając się z domu. Kontaktują się również starzy znajomi. Nie rozmawialiśmy od lat, lecz oni stwierdzili że jestem odpowiednią osobą, której należy zaprezentować specjalne szkolenie. Szkolenia na temat zarabiania pieniędzy, osiągania zawodowych sukcesów i budowania własnej firmy. Punktem wyjścia dla tego wszystkiego staje się Internet. To w nim rozkwitają i upadają liczne portale internetowe oraz masa blogów, pod którymi znajdziemy płomienne dyskusje, ogłupiałe manipulacje czy anonimowe pogróżki. Internet jest platformą, na której można udostępnić każdy materiał, nawet ten zawierający specyficzne poczucie humoru. Daję również szansę na otwieranie biznesów oferujących rozmaite szkolenia, które wciągają „młodych i ambitnych” do promowania „szybko rozwijającej się na rynku marki”.

Zarabianie na publikacji materiałów w Internecie, komentowanie pozbawione wszelkiej przyzwoitości oraz gruntowanie marketingu w oparciu o sieci kontaktów w mediach społecznościowych nabierają coraz większego rozpędu, a wszelkie próby zahamowania owych procesów stają się ciosem w „wolność” drugiego. Przede wszystkim w jego „wolność słowa”.

Przestrzeń

Chciałbym wyznać, że czuję się coraz bardziej zagubiony w tych sprawach. Komentarzy nie trzeba przecież czytać, tak samo nie ma musu oglądać wszystko na YouTubie. Nikt jeszcze nie zmusza nas siłą do podejmowania jakiejś współpracy czy korzystania z usług i produktów. Istnieje jeszcze wolność wyboru, toteż dlaczego nie miałaby istnieć możliwość propozycji? Internet jest jakby przestrzenią publiczną, lecz poszczególne kanały, internetowe konta i blogi stają się przestrzeniami prywatnymi. Ponad tym wznosi się jeszcze jeden element – klikalność. Owa klikalność staje się pewnym miernikiem zapotrzebowania na daną informację. W efekcie wirtualna transmisja danych przeradza się w targowisko. Na takim targowisku jest wszystko czego dusza zapragnie. Internetowy twórca staje się właścicielem straganu, a w swoim tworzeniu kieruje się konkretnym zapotrzebowaniem. Poza kwestią spieniężenia pewnej pracy istnieje również aspekt użyteczności. Toteż pozostaje kwestią otwartą na ile internetowe materiały są dobrem użytkowym, a na ile chcą być dobrem użytkowym w mniejszych i większych kampaniach marketingowych. Tak czy owak, można by pokusić się o stwierdzenie, że na naszych oczach wykluwa się pewien rodzaj bycia. Jest bycie i działanie w Internecie. Gospodarujemy nową przestrzeń niczym nową Amerykę, a z tego rodzi się pewna „nowa kultura”.

Piszę o tym w taki a nie inny sposób, ponieważ za wcześnie (a raczej za późno) na prowadzenie zawziętej krytyki. Zresztą czy snucie apokaliptycznych wizji o końcu cywilizacji zatrzyma owe procesy? Nowa kultura niczym chciwy kupiec nieustępliwie biegnie po trupach do celu. Kiedy traktujemy te wszystkie sprawy jako rzeczy nowe, zmusza nas to do pewnej powściągliwości, bowiem stykamy się z czymś nieznanym do tej pory. Tymczasem czy rzeczywiście dzieją się rzeczy nowe? Czy nowa kultura nie jest po prostu odbiciem tego kim naprawdę jesteśmy?

Ludzie

Pytanie o to kim naprawdę jesteśmy pozostawię tym, którzy to wiedzą. Tymczasem chciałbym zauważyć, że w tych nowych okolicznościach internetu mają miejsce stare i znane zachowania. Otóż uczestniczymy w życiu i każdy dba po prostu o siebie i własną rodzinę. Chociaż wydaje się, że coraz mocniej akcentujemy „dba o siebie”, pewien prosty wzór pozostaje bez zmian. Zwyczajnie realizujemy własne cele. Toteż tworzy się stare media w nowej formie przekazu. Tworzy się je amatorsko i bez stosownego warsztatu i będzie się je tworzyć, dopóki będą przynosić zysk. Zwracam uwagę na ujęcie „stare media”. Kreujemy przecież informację, a to że istnieje obecnie takie a inne zapotrzebowanie na treść staje sprawą drugorzędną. Stare media miałby być nowymi, ponieważ ich mizerny format oraz wąski zakres tematyczny miały stanowić wyrazistą różnicę, a przez to udowadniać koronny argument – nie robimy tego dla pieniędzy, robimy rzeczy z pasji. Jak to wygląda w rzeczywistości, sami dobrze widzimy. Mizerny format przecież nie był zazwyczaj zaplanowanym efektem, lecz wynikiem niemal zerowego budżetu. Wąski zakres tematyczny również nie bywał wynikiem jakiegoś opracowania, lecz zwykłym brakiem warsztatowym. Toteż te aspekty tracą na znaczeniu, kiedy zdobywa się budżet oraz napotyka na wymagania ze strony odbiorców. Kręci się zatem rzeczywistością, żeby wychodziła na „czyjeś”, żeby dalej realizować własne cele. Stajemy w taki sposób się krętaczami w imię wolności oraz przyjętej informacji, że tak trzeba i koniec, inaczej przecież nic nie zyskamy. Uczciwość która być może nigdy nie była modna, traci jeszcze bardziej na znaczeniu.

Nastanie nowych możliwości w Internecie zawiesiło pod pozorem nieokreśloności pewne normy. Kiedy nie widzimy w tym wszystkich starych prawideł życia, musimy uznać w konsekwencji że istnieją tutaj rzeczy nowe, a jeśli są nowe, są także nieokreślone. Zatem nadajemy tym rzeczom określenia, nowe imiona. Mówimy o realizowaniu marzeń i jakiś pasji. Mówimy o gronie specjalistów, ludzi znających temat. Mówimy o kreatywności i perswazyjnej sprzedaży. Nie przestajemy w zasadzie określać. Tymczasem jak wcześniej zaznaczyłem, uważam że nie spotykamy nowości. Toteż w konsekwencji tego ta nowomowa jest dla mnie iluzją. Ponadto myślę, że owe zawieszenie pewnej przyzwoitości minie. Kłamstwo ma po prostu swój koniec. Owszem, niekiedy bywa że zanim wyjawia swe oblicze, dokonuje wpierw kompletnego spustoszenia. Niemniej ma swój koniec – taką nadzieję w sobie posiadam.

Wolność

Korzystamy z wolności, lecz nie jesteśmy odpowiedzialni. Nie jesteśmy odpowiedzialni ani słowa, ani transmisję informacji. Taka wolność musi niewolić, ponieważ nie posiada granic. Przecież możemy wszystko. Tymczasem trudno określić co wolno w wolności czynić. Nie szukając daleko, myślę że należy czynić dobro. I właśnie w tym tkwi cały konflikt. Przecież wszyscy chcemy dobrze, bodaj tylko dla siebie, ale chcemy dobrze. Nikt nie wybiera zła, które w ostateczności nie wydawałoby mu się dobrem. Uważam, że owa odpowiedzialność realizuje się w roztropności ważącej każdy czyn. Bo i owszem, możemy wszystko. Tylko pytanie jest takie, co przynosi prawdziwą korzyść, prawdziwe dobro. Tutaj dotykamy klasycznego problemu, o który będziemy się nieustannie spierać. Dla mnie jasne jest, że nie ocenimy wartości rzeczy, dopóki będziemy zakrywać je fałszywymi określeniami. Toteż wniosek mój taki, że niewłaściwe korzystamy z Internetu i tak naprawdę tyle można rzec.

A wolność?

Kocham i nie rozumiem.