Jakub Wędrowycz jest świetnym przykładem anty-bohatera. Poczęty piórem Andrzeja Pilipiuka stał się dość kultową postacią. Jest z pewnością największym dzieckiem grafomanii Pilipiuka i gdy ten mówi o sobie „Wielki Grafoman”, ma zapewne na myśli tomy z przygodami Wędrowycza.

Lubię

W przygodach Wędrowycza jest wszystko, wampiry, UFO, Lenin i hektolitry bimbru. Wszystko. Jakub jest kompletnym absurdem, a przez to bywa śmieszny. Przypomina Ferdynanda Kiepskiego, z tym że ten nie ma takich ograniczeń jak rzeczywistość. Opowiadam dzisiaj o nim z dwóch powodów. Jeden zdradzam od razu. Lubię Pilipiuka za jego książki. Lubię Wędrowycza, choć lubię najmniej z poznanych bohaterów u autora.

Kumpel cara

Wędrowycz jest naprawdę popularny. Autor powiązał go z prawdziwą miejscowością. Wojsławice, tak się nazywa i obchodzi coroczne święto na część Jakuba. Zdarzyło mi się posłuchać fragmentu wywiadu, w którym Pilipiuk nie poleca tomów z Wędrowyczem dzieciom. Tymczasem kto nie lubi Ferdynanda Kiepskiego lub nie śmieszy go przynajmniej jego świat? Gdyby zastanowić się jednak, to czy Ferdziu jest przykładem do naśladowania? A gdyby popatrzeć jeszcze na życie, to dlaczego tak wielu naśladuje go? Sprawy mają się podobnie z Wędrowyczem. Z jednej strony ratuje świat. Może tylko własny tyłek. Niemniej robi dobrą robotę. Zabija na cmentarzach wampiry. Walczy z duchami. Walczy z diabłami. Walczy z egipskimi bogami. Ma chody u samego papieża ze względu na umiejętności egzorcystyczne. Został ogłoszony przy tym cmentarną hieną i społecznym pasożytem. Kłusownikiem i degeneratem też został nazwany. Jest starym dziadem. Ma kumpla pamiętającego cara. Tak, cara Rosji. Rozwiązują razem przygody. Jest anty-bohaterem, którego się lubi. Jego przygody są absurdalną fikcją, lecz można bawić się przy nich nieźle.

A tak prezentują się okładki książek z cyklu jakubowego

Homo bimbrownikus

Opowiadam o Jakubie, bo lubię bohaterów noszących moje imię. Wędrowycz jest złym przykładem do naśladowania, a autor nie stworzył go na moją cześć, tylko znalazł gdzieś w Wojsławicach. No trudno. Opowiadam o Jakubie, bo jest królem bimbru. Swego czasu miał pod swoją chatą ogromny zbiornik wypełniony tym magicznym wywarem z ziemniaków. Była to studnia. Wszystko poszło z dymem, gdy ktoś wrzucił tam zapałkę. Jakub pędził bimber mimo wszystko. Ponoć był dobry. A co tam, najlepszy był ponoć! Do alkoholu nie można namawiać. Broni chyba tego prawo. Nie namawiam, lecz gdyby zdarzyło się wam imprezować na dniach, to napijcie się za moje zdrowie. Niebawem obchodzę bowiem urodziny.