Bogiem a prawdą piszę ten tekst jeszcze przed rozdaniem Oscarów, a „La La Land” otrzymał 14 nominacji. Całkiem sporo. Uważam, że jedną to powinien zebrać. Trochę się zauroczyłem i może dlatego tak mówię. Będzie to ciekawym doświadczeniem, przekonać się czy dobrze typowałem.

Mama

Nie za często chodzę do kina, a powody tego są różne. Tymczasem miałem ostatnio taką okazję pobyć w sali kinowej na seansie, gdy przyjechała do mnie mama. Przyjechała odebrać swój urodzinowy prezent. Sprezentowaliśmy jej natomiast wyjście do kina. W międzyczasie rozchorowała się i ta sprawa kluczyła w miejscu. Dopadła ją jakaś grypa stulecia i chorowała w zasadzie dwa miesiące. Dlatego jej przyjazd był całkowicie spontaniczny. Toteż spontanicznie wybraliśmy się do kina na popołudniowy seans. Nie było w tym wielkiej strategi kinomana. Chcieliśmy po prostu miło spędzić czas.

Galeria

Tymczasem tamten dzień był okropny. Pierwsze wiosenne dni i solidna ulewa. Lało więc cały dzień. Wyruszyłem po mamę na przystanek. Niezorientowany wziąłem buciki sportowe. Miałem w końcu dość tych zimowych traperów! Skutkiem tego była zimna zupa w butach, w sensie przemoczonych nóg. Poza tym tamtego dnia nie mieliśmy za wiele czasu. Zresztą zawsze jest za mało czasu dla bliskich, na dobrą zabawę i naukę do sesji. Toteż pośpiech poganiał nas. Zawsze się męczy w jego towarzystwie. Ignorując poganiacza zahaczyliśmy jeszcze o galerię. Mama chciała coś załatwić. Ekspedientka była niemiła tego dnia. Toteż nic nie załatwiliśmy. Po wyjściu ze sklepu dołączyły do nas rozczarowanie i rozgoryczenie.

„Łaski nam nie robisz, że tutaj pracujesz” mówiłem w duchu spoglądając na mamę i żonę, które z kolei nie były zadowolone z wyjątkowo niemiłego traktowania przez pracowników sklepu. Nic się nie odezwałem. Nigdy nie widzę sensu w takich przytykach. Nie zdążyliśmy ochłonąć po jednym zdarzeniu, a niedługo po nim trafiliśmy na inną kobietę. – Ja od wczoraj nic nie mam… – nie wsłuchiwałem się jej historii. Pośpiech nie odstępował. Ona od wczoraj, a ja słucham tego już drugi raz i to od tej samej osoby. No nic, buły i wody nie odmówiłem. Jeszcze coś załatwiliśmy w sklepie. Nie bez dziwnej sytuacji. Mamy lubią płacić za zakupy własnych dzieci. Czy masz 5 czy 25 lat, nieważne. Ważne, aby o tym długu pamiętać. Tymczasem pospieszyliśmy ostatecznie do kina i tamten dzień przestawał być okropny.

Kino

Film ma ciekawą historię. Niewykorzystaną niestety. Odrealniona aspirowała do jakiejś realności. Czy powinna być całkowicie bajkowa? Nie wiem. Możliwe, lecz groziło to zapewne nieznośną sztucznością. Treść filmu miała swoje blaski. Gdy Sebastian opowiadał o jazzie, pomyślałem wtedy, że to muzyka dla ludzi wolnych. Gdy Mia zaśpiewała na kastingu, poczułem wtedy nadzieję, że bycie walniętym nie jest takie złe. Niemniej historia jako całość była średnia i wystarczająco w porządku, aby nie podkopać scenerii z La La Land. Zdjęcia były też odrealnione, ale świetnie skomponowane. Zakochałem się w ich błękitach i zachwycających miejscach. Płynny ruch szkiełka tańczący wokół aktorów dodawał wszystkiemu polotu. I do tego ten jazz w dźwiękowym tle. Zauroczyła mnie ta estetyka i myślę, że Oscar za zdjęcia się należy. 

Wypocząłem kompletnie przy La La Land. Harmider dnia odszedł w niepamięć. Lecz co tam ja! Mama  była tutaj najważniejsza. Kino było prezentem. Film spodobał się mamie. Wracała zadowolona.