Zapraszam na historię o tym jak Lutuś zrozumiał potrzebę piękna i bycia sexi. 

Lutuś wbija do tramwaju. Wchodzi razem z Basią, więc ma lekką dezorientację. Było sobotnie popołudnie wpadające w porę wieczorową. Wracali od znajomych. Znajomi pracowali w ostatnich tygodniach na nocne zmiany. Robili przy taśmach produkcyjnych. Za każdym spotkaniem obiecywali sobie oraz Lutusiowi i Baśce, że już niebawem znajdą lepszą pracę. Niczego nie szukali tak po prawdzie.

W mieście Łodzi panowała przyjemna i letnia atmosfera. Umiarkowane ciepło, masa młodych ludzi dookoła, chciało się korzystać z pogodnych dni. `Studenci wypełźli z akademików. Spoglądali w niebo spacerując po kampusie i zastanawiali się jak ogarnąć poprawki. Lutuś lubił odwiedzać swoich znajomych, choćby dlatego, że mieszkali blisko kampusu. Gdy nie przyjeżdżali samochodem, korzystali z miejskiej komunikacji, wracali wtedy na powrotny tramwaj przechadzając się przez studenckie bloczki. Lutuś obserwował ich labę i z gorzkością śmiał się w duchu. „Oni jeszcze nie wiedzą” powtarzał pod nosem popatrując piwkujących przy ławkach żaczków. Zafiksował się trochę na niespełnionych ambicjach i zgryźliwie doczepiał się do rówieśników, którzy nie zrozumieli jeszcze, że fajne historie z Neta i ludzie sukcesu są tylko całkiem przyjemną ściemą. Lutuś nie radził sobie trochę z rzeczywistością.

Dezorientacja w tramwaju polegała na tym, że Lutuś wypracował sobie system korzystania z komunikacji miejskiej. Wsiedli przez pierwsze wejście do Dwunastki. Niedobrze. Byli przez to na początku wagonu, a znaczyło to, że znajdują się w niewłaściwym miejscu. Do Dwunastek starego typu wchodzi się ostatnim wejściem pierwszego wagonu. Jeśli jest luz, siadasz gdzieś na ostatnich siedzeniach. Masz dobry punkt obserwacji, zdążysz ustąpić zanim poczujesz krępację ze względu na stojących staruszków. Zazwyczaj nie ma jednak luzu. Na początek wagonu wsiada się jedynie przy krańcówce. Zajmujesz wtedy miejsce gdzieś na początku i udajesz, że nie widzisz zapełniającego się tramwaju. Możesz skorzystać z techniki czytania, czy wbicia spojrzenia w szybę słuchając głośno muzyki na słuchawkach. Baśka przypomniała sobie o szaleństwach swojego jeszcze nie-męża. Zerknęła sprawdzając czy znów stresuje się rozglądając po całym wagonie.

– Lutuś, chodź na koniec.

„Uff. Bogu niech będą dzięki”. Pomyślał i odetchnął z ulgą. Poszedł w swoje ulubione miejsce. Gdy przystanęli już na końcu ponownie zwrócił uwagę jak dwie kobitki droczą się ze sobą o coś… Były na początku drugiego wagonu. Widać je było przez szyby. Znów powoli i cicho spuścił powietrze nosem. Nie lubił głośnych i beznadziejnych rozmów w tramwajach. Miał poza tym niezły fart, bo widział, że ktoś znów męczy się z biletomatem. On sam wczoraj doładował migawkę poprzez stronę MPK. Jazda na gapę stanowiła dla niego moralny problem rangi „nie mogę zrobić tego światu”.

***

Stojąc w miejscu klasy no-stress popatrywał na tamtejsze zdarzenia za szybami. Musiały to być mama, babka i córa. Najmłodsza płakała. „Ciekawe co przeskrobała” pomyślał. Spostrzegł przy tym nietypową dysproporcję w rozmieszczeniu ludzi w dwóch wagonach tramwaju. Zdarzało mu się jeździć dwunastkami do pracy. Odpoczywał od samochodu i miejskich korków. Miejską komunikację traktował jak mały ekosystem. Jeżdżąc nią bawił się w przyrodnika obserwującego miejską dzicz w swoim naturalnym środowisku. Hipoteza, że są to jakieś spolszczone islamistki sama przyszła mu do głowy.

– Nie masz wrażenia, że coś dziwnego dzieje się w dwójce? Tamta matka musi strasznie ciskać się na tę dziewczynę, skoro wypłoszyły wszystkich z wagonu – zdał raport swojej asystentce Baśce. Nie powiedział jej jeszcze, że bada okoliczności przyrody w tramwajach i autobusach.

Zorganizowali się do szybkiego desantu na przystanku i szturmu na dwójkę dla sporządzenia zwiadu. Siedzieli w połowie w nadziei, że wychwycą wszystko co interesujące. Równie dobrze usiedliby na końcu i też dowiedzieliby się co w trawie piszczy.

Okazała się, że córka jest studentką z zagranicy. Agresywna matka pełni rolę kontrolera biletów. Babka asystuje zaś matce. „Nietypowa rodzinka” pomyślał, lecz po chwili skapował, że studentka nie miała po prostu biletów. Sytuacja zbadana, można opuścić szańce. Coś nie dawało jednak spokoju. Cała ta ich rozmowa wyglądała cudacznie, a studentka trzymała w ręku pliczek biletów. To był odpowiedni moment na interwencje grupy „ALFA”.

***

Lutuś z Baśką podeszli do nietypowej rodzinki i dopytali o zajście. Studentka zanosiła się płaczem. Kanarzyce niewzruszone pilnowały młodą przestępczynię. Jechali do zajezdni. Została wezwana policja. Lutuś dopiero teraz spostrzegł strój młodszej kontrolerki. Gdy poznał tajemne poszlaki, wtem skojarzył, że Kanarka przypomina w rzeczy samej Tajną Agentkę, tylko taką w krzywym zwierciadle. Jak to mawiał klasy miała niezłą „tapetę” na twarzy. Sporo czerwieni, bo i na paznokciach i na grubej warstwie szminki. Obcisłe ubranie sportowe byłoby może fajne, gdyby tylko Agentka zdecydowała się na właściwy rozmiar. Abstrahując od figury wybrany fason pasował do niej jak pięść do oka.

Studentka popełniła zbrodnię w tym, że raczyła być w Polsce drugi dzień i nie zdążyła się dowiedzieć jak kasuje się bilety. Wielkie halo! Biletomaty są znacznie dłużej i nadal nie wiedzą po co są. Tajna Agentka wykryła spisek z taką łatwością, jakby wyczekiwała go miesiącami. Nie wypuściła dziewczyny z tramwaju i tak jechały rodzinnie na krańcówkę, aby donieść o udaremnionym spisku wyższym szczeblom. Zapłakana studentka nic o tym nie wiedziała. Jechała w panice jak na skazanie.

Kontrolerka miała powody do obaw i podejrzeń. Przyłapana dziewczyna nie znała polskiego. Była w Polsce i nie znała polskiego! Kanarka znała angielski, a tak po prawdzie znał Google Translate w jej smartfonie. Gdy Agentka tłumaczyła Lutusiowi i Baśce swoje rozpoznanie, Starsza Asystentka zorientowała się, że jest jakiś kwas i narobiły się głupie okoliczności. Chyba zwątpiła. Sugerowała koleżance, aby te się ulotniły. Może liczyła, że śledzona dziewczyna doprowadzi ich do większej szajki. Nic nie zyskała swoją próbą. Policja była w drodze. Nie ma miejsca na odwrót. Jechały na krańcówkę.

– No dobrze, drogie Panie, ale nie mi Panie wytłumaczą dlaczego ta dziewczyna ciągle płacze? – Lutuś miał dość słuchania wywodów Agentki. Zaatakował zatem w aspekty nieformalne. Dziewczyna nie posiadała biletu i dostała według reguł mandat. Okazało się, że Google Translate miał focha, bo nie wytłumaczył tych okoliczności dziewczynie, ani tego dlaczego została zatrzymana, ani tego gdzie teraz jedzie, ani w końcu tego co z nią będzie.

– Bo nie chce płacić. – Wydęła wargi z szelmowską pewnością siebie. „O proszę, ale to wykombinowała Pani Psycholog” pomyślał Lutuś po czym zaczął wszystkich uspokajać. Uspokoił Baśkę. Uspokoił Panią Psycholog. Starsza Terapeutka siedziała cicho po ostatniej niezgodzie co do działania. Uspokoił w końcu Studentkę tłumacząc jej co jest i jak jest. Tyle mógł. Zapytał czy chce towarzystwa przy policyjnym rozeznaniu. Nie chciała. Naiwnie pomyślał Lutuś, że faktycznie ona chce pojechać tam sama. Wysiadł. Stuknął się w czoło. „W zasadzie jest blisko do zajezdni” powiedział pod nosem.

***

– Alem głupi. Mogłem chociaż rozpisać jej czas instrukcje obsługi biletu. – Przeczył głową w niezadowoleniu z siebie. – Wiesz co Baśka, jak już powiedzieliśmy „A”, to może pójdziemy tam jeszcze, co?

Asystentka Przyrodnika nie miała większego problemu, żeby się przejść. Ustalili, że nie będą dalej mieszać się. I tak nic nie wskórają. Zdążyli. Policjanci zatrzymali się przy barierce odgraniczającej krańcówkę ulokowaną w środku między wielopasmową jezdnią wpadającą w skrzyżowanie. Funkcjonariusze nie wychodzili nawet z auta. Lutuś i Baśka przystanęli przy przystanku czekając na wyrok Sądu. Studentka odchodząc zauważyła i skierowała się w ich stronę. Okazało się, że Sąd składający się z funkcjonariuszy policji i oskarżającej Kontrolerki nie był zgodny w swoim wyroku. Gdyby nie Tajna Agentka, dziewczyna uszłaby wolno i bez żadnych konsekwencji. Gdy podchodziła na przystanek zapytała Lutusia „czy wszyscy są tacy tutaj?”. Zawstydzony odpowiadał, że nie, wszyscy na pewno nie są tacy. Dla rozluźnienia sytuacji wymienili kilka niegrzecznych epitetów w obcym języku wobec niespełnionej Agentki. Wytłumaczyli jej potem jak z tymi biletami się obchodzić.

Motorniczy czekający na swój kurs dosłyszał jak jakaś młoda parka tłumaczy coś łamanym angielskim pewnej dziewczynie. Podszedł dla wsparcia się i zaoferował, że przypilnuje Studentkę, żeby wysiadła w dobrym miejscu. Kryzys został opanowany. Dokończyli lekcję obsługi biletów, pożegnali się i w końcu przedstawili się sobie. Studentka miała na imię Joanna i pochodziła z Portugalii.

Ten dzień pozwolił Lutusiowi odskoczyć od ostatnich problemów. Przestał na chwilę martwić się pracą i kłótniami, które nastąpiły po wprowadzeniu czarnego psa. Sama psina nie była taka straszna jak ją odmalowała Baśka. Po takim tygodniu niespokojnych dni nastąpiło zmęczenie materiałem i młoda para zawiesiła wojenne topory. Nowy zwierzak nie sprawiał problemów póki co, lecz martwił swoją mizernością i okazywanym przestraszeniem.

Wracali piechotą do mieszkania teraz. Lutuś przez chwilę nie mógł wyjść ze zdziwienia, skąd było tyle uporu w Kontrolerce. Później zastanawiał się nad zbiegiem okoliczności, gdyby zajęli bowiem miejsca na przodzie pierwszego wagonu, toby nie spostrzegli całej sytuacji. Miejsc w tramwaju nie było oczywiście, ale to dzięki pokręconemu systemowi Lutusia, znalazł się on razem z Baśką na końcu jedynki.

– Lutuś, mnie tylko jedno gryzie i nie daje spokoju. Po co było tyle wojny?

– Wiem po co. Ta Agentka potrzebowała tej dychę czy dwóch z tego kontrolerskiego układu na ważną rzecz. Tylko pomyśl, jak bardzo ona próbowała emanować seksapilem i wdziękiem i pomyśl sobie co ostatnio jest na przecenie w Biedrze. Stringi! Ona chce kupić sobie stringi w odpowiednim dla niej fasonie. Baśka, każdy chce być dzisiaj sexi!

Lutuś był skołowany. Nie wiedział czy śmiać się czy płakać. Tracił rozeznanie w ocenie tego, kiedy mu odbija, a kiedy odbija mu totalnie. „Głupia Agentka i cholerne stringi!” powtarzał w myślach. O kontrolerce nie pomyślał lepiej niż o Tomaszu w ostatnich tygodniach, miał jednak największe pretensje do Google Translate za jego brak kompetencji. Jak tłumaczył, że ludzie nie mogli się dogadać? A najgorszy był w nim brak człowieczeństwa.