W święto pracy o pracy. Mam brata imigranta. W święto będzie pracował, z tym że za granicą.

Scenariusze

Pokolenie młodych poznaje pewien scenariusz życia. Jest młody chłopak, tudzież jest młoda dziewczyna. Pracuje gdzieś. Pracuje byle gdzie. Pracuje w jedyny godny poszanowania sposób. Pracuje fizycznie. Zarabia jakieś pieniądze, a gdy mieszka z rodzicami, marna wypłata wydaje się całkiem fajna. Im dalej w las, tym coraz mniej przyjemnie. Inni już wyjechali w zeszłych latach. Gdy polski przedsiębiorca bawi się w szmuglowanie Ukrainców w granice Unii, odczuwasz na własnej skórze cały ten podziemny ruch. W młodym chłopaku, tudzież młodej dziewczynie aktywuje się typowy nam tutejszym ludziom gen, a mowa rzecz jasna o polskim wnerwieniu. Jedzie więc  podekscytowany za granicę i mówi że to super przygoda. Lecz żadna przygoda nie zmieni tego, że nie był dla niego miejsca w domu. Wmawiał sobie przygodę, ale wie przecież dobrze, że wyslał samego siebie w tułaczkę.

Przygody i pieśni

Mamy rozmaite preteksty. Jednych nic tutaj nie trzyma. Drugich wręcz przeciwnie ściska za gardło sprawa taka, że jest rodzina na utrzymaniu, dom jest do postawienia, życie jest do przeżycia. Mój tato pojechał do Włoch, gdy ja imprezowałem w brzuchu mamy. Ma różne wspomnienia z tamtej emigracji. Rodaków wspomina z niesmakiem, bo najwięcej nieuczciwego zarobku robili właśnie na swoich. Tato ułożył nawet piosenkę na emigracji. Opowiada o tym, że tato czuje się źle, bo musiał wyjechać. Nie wiem czy mógł inaczej zostawiając ciężarną żonę w pustym mieszkaniu. Braciak nie spieszył się z wyjazdem mimo, że miał sporo kumpli gotowych pomóc mu we wszystkim. Był z dziewczyną i chciał z nią być ile się da. Zmieniło się nieco gdy pojechała na studia. Zmieniło się dużo, gdy zaraz po ucieczce z prowincji porzuciła prowincjusza. Brata nie trzymało już nic. Gdy w firmie zaczęło pojawiać się coraz więcej Ukraińców, wyjechał za przygodą.

Ja to nawet trochę rozumiem – ucieczkę za granicę. Również mi się chciało uciekać. Mój dyplom po historii nie ma znaczenia na rynku pracy. Moje ambicje nie pozwalają mi natomiast zdecydować się pracowanie z tak zwanego „musu”, byle gdzie i za byle jakie pieniądze. Ot, taki dylemat młodego człowieka. Zastanawiam się jednak czy jeśli nie ma miejsca dla mnie w domu (w kraju), to znajdę go na obczyźnie? Nie wiem. Tymczasem zostałem w kraju. Z coraz mniejszą nadzieją rozglądam się za swoją drogą zawodową. Podjąłem decyzję i zostałem, lecz trochę rozumiem tych co wybierają tułaczkę.