Nie potrafię pojąć, gdy słyszę i widzę historie par kochających się do szaleństwa. Tak szalenie kochających się, że nie ma w tym miejsca dla awantury stulecia czy małej myśli samobójczej. Dla nie-romantyków takich jak ja miłość przypomina orkę na ugorze. 

Miłość dla nie-romantyków

Nie, nie chcę tutaj otwierać kącika dla skrzywdzonych serduszek. Nie przeczę, że sam nie ucierpiałem przez jakąś szkolną miłostkę. Kocham tę orkę. Wiem, że szczęście trzeba sobie wypracować. To jest praca nad sobą i praca nad związkiem, czyli wspólnym dobrem. Dobre małżeństwo czy partnerstwo ma za sobą niejeden kataklizm, wojnę czy małe zbrodnie małżeńskie. I podobnie będzie z przyjaźnią i podobnie będzie z każdą relacją wiązaną miłością.

Luzacy

Śmiem twierdzić, że bezkonfliktowe związki (z niedługim stażem) to ściema, to jakaś próba odegrania sztuki, to jakieś pozory czy sztuczności. Miłość dla nie-romantyków jest wspaniałym dramatem. Nie, nie jest niespełnionym uczuciem. Wręcz przeciwnie, jest bardzo spełnionym i odwzajemnionym uczuciem.  W głowie mi się nie mieści, żeby dwoje nie-świętych ludzi zgrało się idealnie ze sobą od pierwszej chwili. Nawet luzak żyjący na zasadzie byleby kryje jakieś oczekiwania od życia, od drugiej osoby.

Nierentowny

Odwzajemnić dobre uczynki czy pójść z drugim człowiekiem na jakiś uczuciowo-fizyczny układ nie jest miłością. Jest biznesem, dobrym ułożeniem się w jakiś okolicznościach. Wybaczyć małe zbrodnie małżeństwie, nie odejść po awanturze stulecia, nie rezygnować pomimo depresji i nerwicy to jest dopiero miłość – świadomie decydować się na nierentowny interes.

Średnio wrażliwy

Więc co w tym takiego fajnego?! Ano to, że ktoś wybiera nierentowany interes jakim jesteś. Jeśli nie zniechęciłem cię wcześniejszymi zdaniami, to teraz mam szansę dopowiedzieć koniec. Nie, ten tekst nie piszę, bo mnie coś boli. Wręcz przeciwnie, jestem szczęśliwy i opowiadam o miłości dla nie-romantyków. Jestem średnio wrażliwy i tyle. Niemniej mam doświadczenie życia i doświadczenie Ewangelii. W obu przypadkach tym złym jestem ja i to, że ktoś mnie znosi jest ciężką harówą dla niego, a nie uczuciem. I po raz kolejny nie, nie zamulam i nie wymieniam wszystkich odcieni czerni. Wszyscy jesteśmy powaleni, a jeśli ktoś zdecyduje się budować z tobą życie, bo chce dla ciebie dobrze, to BOOM – masz Szczęście.