Nie kłamię. Swego czasu mój tata palił papierosy. Gdy myślałem jaką historię mogę opowiedzieć w Dzień Ojca, pomyślałem o tej, gdy nakryłem go na małym romansie z tytoniem. Tamtego czasu nie palił już, a przynajmniej w oficjalnym komunikacie. W kuluarach dzieje się zawsze coś więcej.

Maszynka

Zdarzyło się to pod nieobecność mamy. Mama wyemigrowała do szpitala, a ja jednego dnia nakryłem go jak wycmokał się z tytoniem. Byłem lekko zdezorientowany i przestraszony ze względu na okoliczności, w których miało miejsce to spotkanie. Opowiem o tym dzisiaj.

Gdy pojawiłem się na tomaszowskiej porodówce, rodziców miałem starszych niż to zazwyczaj bywa. Toteż przegapiłem najlepsze lata palenia taty. Mama też paliła, a przynajmniej tak wspomina. Ominąłem też te lata. Pamiętam na szczęście, gdy tata jakoś wrócił do palenia. Mama kupiła mu maszynkę do robienia papierosów. Dla młodego chłopaczka jakim byłem, taka maszynka konkurowała z większością zabawek. Nie pamiętam już jak to działało dokładnie. Niemniej zwijanie takiego papierosa wyglądało jak przygotowanie jointa. Maszynka to jakoś usztywniała, mocowała ustnik… Nie wiem dalej, pamięta ktoś? Tak czy owak ten romans przeminął mu po jakimś czasie. Kondycja siadła, a jeździł rowerem do pracy. Poza tym tata popalał później papierosy ze swoim bratem. To odbierało im cholernie wiele lat, ze cztery dychy. Wyglądali w dymie tych spotkań niczym dwudziestolatkowie znający się jak łyse konie.

Gęsty dym

Mama trafiła swego czasu do szpitala. Lekarz wykonujący w przeszłości cesarkę, dla mamy wtedy drugą, coś tam spieprzył i pozostał jakiś ślad, kij wie co tak naprawdę. Tymczasem przez kilkanaście lat nikt o tym nie wiedział. Spadło na nas jak grom z jasnego nieba, gdy się okazało że ta narośl rozrosła się do piętnastu kilogramów. Należało usunąć ją jak najszybciej. Swoją drogą winszuję temu medykowi dzisiaj. Gdy mama była w szpitalu, on gdzieś tam przebywał, ale unikał dawnej pacjentki jak ognia. Patrzę na tę historię inaczej niż wtedy. Wtedy byłem dzieckiem. Byliśmy (ja i brat) nieco odsunięci od tego. Napięcie wśród dorosłych z rodziny było nieodczuwalne dla nas. Poza tym młody złapał różyczkę, a ja później zaraziłem się od niego. Jednego tygodnia odwiedzałem mamę ja, a drugiego odwiedzał już mój brat. Różyczka dokonała rotacji.

Któregoś dnia nakryłem tatę jak palił papierosy. Było tak raz. Spotkaliśmy się w toalecie. Nie zdawałem sobie sprawy, że on tam będzie. Był i palił. Nie zdawałem też sobie sprawy z tego, że jego ukochana szła na operacyjny stół i nie było gwarancji, że go opuści cała i zdrowa. Nie pomyślałem, że bał się o to, jak wychowa dzieci sam. Zdaję sobie dopiero teraz sprawę z heroizmu taty. Świadomość tego jest niczym gęsty dym buchający za otwartych drzwi toalety. Od zawsze tata mało mówił, a dużo żył i tacy są chyba ojcowie.