Myślą przewodnią będzie natomiast: bunt. Nie chcę jednak mówić o jakiejś o sile wymierzonej przeciwko komuś, ale o wysiłku w doborze własnych kroków. Dzisiejszy tekst dotyczy dwóch opowiadań i jednego filmu. „Perła i futro” F. S. Fitzgeralda, „Historia podniebna” Jakuba Małeckiego oraz „Wszystko za życie” (właściwy tytuł: „Into the wild”) scenariusza i reżyserii Seana Penna.

Marzenia i bunt

Perła i futro opowiada historię dziewczyny, której marzyły się różne luksusy, a która zamieniła w końcu te marzenia na pewną perłę. Na małym marginesie dodajmy, że owa opowieść miała wiele problemów z publikacją ze względu na pewien aspekt budzący kontrowersje (a przynajmniej taką notkę znalazłem przy tekście). Francis Scott Fitzgerald prowadzi czytelników przez przygodę, którą przeżyła Gwen, główna bohaterka historii. W czasie pewnego wyjazdu, można by rzec szkolnej wycieczki, ma miejsce pewne odnalezienie małego skarbu. Podczas przejazdu w taksówce Gwen znajduje kosztowne futro. W porozumieniu z kierowcą ustalają, żeby odszukać właścicielkę owego znaleziska. Jak to bywa, nagrody czekają na zdobywców zaginionych rzeczy, tak też wydarzyło się z przypadkiem zwrotu ciepłego i drogiego nakrycia wierzchniego. Bohaterka stając przed wyborem decyduje się wtedy porzucić luksusową podróż na ciepłe wyspy, przyjmując w zamian kilkaset dolarów.

Historia podniebna opowiada z kolei historię osieroconego dziecka. Malwina będąc jeszcze młodziutką dziewczyną traci ojca. Pewną pustkę po utraconym rodzicu bohaterka wypełnia pisaniem krótkich liścików, puszczanych w niebo przez uwiązany do nich balonik. Czy może być ciekawsza historia? W tych listach jest całe życie zapisane twitterową (czyli krótką) wierszówką. Jakub Małecki opowiada zatem niezwykłą historię, jakby siedział na puszystej, białej jak mleko chmurce, jakby czytał znalezione artefakty nieutraconej miłości do niepoznanego taty.

Into the wild jest o chłopaku, który ucieka w jakimś szaleństwie do dzikiego lasu. Chris, główny bohater kończy dobre studia, całe życie przed nim, a on daje się porwać jakiemuś porywowi serca. Jego przygoda jest wbrew pozorom pełna życia, rozmaitych zdarzeń większych i mniejszych, które on sam ma czas zgłębiać i głęboko przeżywać. Tymczasem mamy tutaj filmowy dramat, historia głównego bohatera kończy się bowiem tragicznie. Można by rzec, że przegrywa wojnę, którą chciał wytoczyć przeciwko całemu światu odbierającemu mu wolność. Mamy tutaj więc opowieść o buntowniku, którego zgubiły marzenia, a przynajmniej tak chciałoby się powiedzieć w lirycznym uniesieniu. Mam pewną intuicję wobec tej historii, która mówi mi coś innego, być może coś podobnego co zaświeciło się tłumaczom dającym tytuł: Wszystko za życie.

Prawdziwe życie

Decydując się na pisarską drogę w życiu, dowiedziałem się od innych, że walczę o marzenia. Jestem zatem marzycielem, chciałoby się dodać po cichu, lecz tę nieuprzejmość (w sensie negatywnego wydźwięku marzycielstwa) mi darowano. Jest taki niemal klasyczny konflikt jak między Ikarem i Dedalem. My nazywamy jednego marzycielem, a drugiego racjonalistą. I tak można by rzec dalej, że szlachetność Gwen nie była nikomu potrzebna, gryzmoły staruszki Malwiny zaśmiecały tylko środowisko, a naiwny Chris dostał co chciał. Toteż powiem tyle: że tutaj o nic nie chodzi. Róbta co chceta, jak to mawiał klasyk. Ten konflikt jest w pewnym sensie sztuczny czy raczej wymyślony w naszych głowach, które nieustannie zajmują się obieraniem „najlepszych racji”. Tymczasem postępowanie Gwen było jej drogą do poznania wyzwalającej siły. W dzikim świecie panów i włodarzy ujrzała, ile może uczynić prosty gest kobiety, że to wszystko opiera się o dobroć którą mężczyźni porzucają mówiąc „to jest słabe”. Malwina musiała zrozumieć, że porządek świata jest tylko nieudolną kreacja człowieka, a dzięki temu zdobyła się na odwagę pisania do nieobecnego ojca, jakby nie przestawał być jej sojusznikiem. Kochała go bez zbędnego nadęcia, bo mogła, bo czemu nie? Chris wyrwał się światu z oślizgłych macek, pojął bowiem, że prawdziwe życie jest gdzie indziej. Udał się w podróż jak pielgrzym, wyłączył ze świata jak asceta. To była jego droga, żeby uchwycić jakąś mądrość, żeby powiedzieć: prawdziwe szczęście jest, kiedy możesz je dzielić z drugim człowiekiem. I rzekł te słowa jako pustelnik i samotnik. 

Wybór drogi

Porażka jest względną sprawą (jak niemal wszystko dookoła), toteż nie wiadomo jak bardzo nie udało się Ikarowi w życiu. Tymczasem myślę o tym wszystkim, że człowiek ma czasem nieodpartą potrzebę żyć w zgodzie ze sobą, że czasem los wypycha go na jakąś drogę i nie jest to pogoń za marzeniami, a za prawdziwym życiem. Każdy z nas przecież ma tylko i aż własne życie oraz nic poza tym. Widzieć swoje wybory gdzie indziej niż inni, nie musi być to od razu zbrodnią. Czasem takie historie kończą się gorzej, tak jak w przypadku Chrisa. Zdążył jednak poznać to, co go wyrywało z dzikiego świata, a to była przecież istota jego drogi. Ktoś piszę listy i puszcza niebo, ktoś ucieka do lasu, ktoś inny jeszcze decyduje się na mały gest. Są to indywidualne sprawy oraz drogi. Drugi człowiek może towarzyszyć albo przeszkadzać. Dla mnie pewnym kompasem do tej sprawy jaką jest wolność stały się słowa Josepha Conrada. Znalazłem kiedyś cytat, w którym zostało zapisane: Niech myślą sobie co chcą, ale nie miałem zamiaru się utopić. Zamierzałem płynąć dopóki nie utonę – a to nie to samo.

Bez dwóch zdań zrobiłem tutaj nietypową mieszankę sensów i trudno ocenić czy jest smaczna. Niemniej chciałem powiedzieć o tych trzech zgoła różnych opowieściach oraz dodać jeszcze do tego zacytowaną mądrość. Te historie pracują we mnie ciągle i odnoszę wrażenie że nie bez kozery mój umysł próbuje je łączyć. Widzę po prostu prawdziwe bohaterstwo we wspomnianych postaciach. Polega ono na wewnętrznej sile przeradzającej się w samodzielne wybory niezależne od zewnętrznego nacisku. Bunt wobec rzeczywistości nie musi wiązać się z zwalczaniem czy negowaniem tego co jest. Może być natomiast zobowiązaniem samego siebie do konsekwentnych i świadomych wyborów pomimo tego co jest. A niech sobie będzie. Ot cała filozofia.