Artykuł o tym czym może być prawdziwa mądrość i czemu powinna służyć. 

Problemy z Czarodziejskiej Góry

W pewnym czasopiśmie przeczytałem tekst, który zmusza mnie do zastanowienia się na czym polega „mieć w sobie światło”. W magazynie „Filozofuj” znalazłem komentarz do „Czarodziejskiej góry” Thomasa Manna. Niestety zaniedbałem tę lekturę. Może kiedyś nadrobię. Tymczasem mam nadzieję, że wychwyciłem wystarczająco, aby napisać ten artykuł.

dr Natasza Szutta, autorka wspomnianego tekstu zaprezentowała konflikt mający miejsce w książce. Otóż dwóch uczonych walczyło o duszę pewnego młodzieńca. Oczywiście uczeni byli sobie kompletnymi odwrotnościami, w sensie pewnej filozofii na życie. W momencie, gdy dwóch starców mniemających siebie za mędrców spiera się i wdaje w dysputy, pojawia się młodszy od nich sztukmistrz. Ten ostatni pojął dziedzinę zarabiania i prowadzenia życie w doczesnym dobrostanie. Toteż nietrudno domyśleć się, że wygrał niepisany konkurs na „nauczyciela życia”. Oto młody chłopak zagubiony pośród skomplikowanych wywodów decyduje się na znacznie łatwiejszą drogę.

Kto miał rację?

Czy młodzieniec popełnił błąd? A może jego nauczyciele zlekceważyli prozaiczne potrzeby życia snując własne mniemania o wieczności? Przewrotnie pytam „kto ma rację” i od razu zdradzam sekret. To pytanie nie zaprowadzi nas za daleko póki nie uświadomimy sobie, że nie chodzi w życiu o to kto ma rację. Tak odczytuję pewną intuicję zawartą w tym, że chłopiec wybiera na mistrza człowieka odsłaniającego praktyczne sztuki zaradzania codzienności. Przywilejem jest bowiem tkwić głową w chmurach spraw najważniejszych, w których odkryte słońce oświeca prawdy wyjaśniające ludzką egzystencję. Wielcy tego świata dostępują tego zaszczytu. Wyrywają się sprawom błahym jak to co zjeść na obiad, czy to że należy posprzątać toaletę. Dzięki temu tworzą systemy społeczne, polityczne, gospodarcze czy rozstrzygają tajemnice religii. Oczywiście takimi zajęciami trudni się niemal każdy mężczyzna próżnie myśląc, że żyje jedynie dla spraw „wielkich”. Niemniej nie chciałbym odmawiać prawdziwym inteligentom dziedziny jaką jest znajomość i człowieka i życia. Dostrzegam jednak pewną zgubę w nadmiernym nadumaniu.

Można bez większego problemu zagubić się w pokrętnych ścieżkach, kiedy rozważa się różne sprawy i szuka mądrości. Choć matematyka jasno tłumaczy, że dwa plus dwa równa się cztery, w codziennym życiu strasznie trudno jest zsumować pracę człowieka tak, aby wyszedł uczciwy wynik w postaci wypłaty. Bodaj wystarczy wyjść na miejskie targowisko, im mniejsza enklawa tym lepiej, tam ceny potrafią być niezwykle ruchome, a przyjmując resztę lepiej jest ją przeliczyć przed odejściem. Teoretycy moralności mają przecież rację w tym i owym, człowiek jednak nie potrzebuje słuchać o ważności życia, ale on chce to widzieć, czuć się szanowanym przez „wielkich” polityków i pracodawców jak również przez „małych” sąsiadów i przypadkowych ludzi w komunikacji miejskiej. Czy nie spotkaliście się z tym, że ktoś boi się uczciwości, ponieważ wydaje mu się zgubna? Toteż śmieszne stają się normy wtłaczane dla zachowania pozornego porządku, kiedy w człowieku dzieje ogólny chaos. Wobec pracodawcy musi zachowywać się inaczej, wobec własnego podopiecznego inaczej, wobec zalotnika ostrożnie, wobec kokietki jeszcze bardziej ostrożnie… Wszyscy dowiedzieli się jak żyć i nikomu ta wiedza nie przypasowała.

Nie ma spraw wielkich

Być może jest to trudnym zadaniem wiedzieć jak prawdziwie należy żyć? Nie chcę przecież powiedzieć, że nikt tego nie wie. Tym niemniej życie prostego człowieka nie toczy się wokół spraw wielkich. Owszem, nie znaczy to że one nie wpływają na niego, lecz jak to mówi stare powiedzenie: królowie rozpoczynają wojny, na których giną ich poddani. Abstrahując od tego jaki człowiek może mieć wpływ na bieg spraw, zastanówmy się nad fenomenem chłopca przekładającego ekonomię nad mądrość. Najprostszym wytłumaczeniem tego zjawiska może być stwierdzenie, że ta pierwsza jest bardziej policzalna, jej wyniki są bardziej przejrzyste. Być może tak należałoby powiedzieć. Tymczasem nie trzeba być wielkim znawcą życia i ludzi, żeby wiedzieć że czasem ktoś duma z głową w chmurach i nie wynika z tego za wiele, czasem ktoś przynudza tłumacząc sprawy ważne w oderwaniu od zwykłej prozy codzienności. Jednym słowem nie każdy jest dobrym nauczycielem czy mówcą, a jeszcze inni niekoniecznie mają coś wystarczająco dobrego do powiedzenia.

Stawiając sprawy w natarciu zwątpienia moglibyśmy uznać, że większość sądów, opinii i nauk powinny zostać przemilczane, a przynajmniej bardziej przemyślane. Tutaj prosi się dodać maksymę, mówiącą że milczenie jest złotem. W konsekwencji tego wszystkiego zapewne powiedzielibyście „no dobrze, to po co piszesz ten artykuł?”. To byłoby dobre pytanie, a ja na nie odpowiadam „żeby zrozumieć”.

Życie jest prostsze

Myślę, że owy młodzieniec nie rozumiał swoich nauczycieli. Zapewne próbowali wytłumaczyć mu całą mechanikę świata i życia, a w efekcie on nie pojął niczego. Trudno jest bowiem przyswajać wiedzę, która wydaje się zbędna. Zrozumiał natomiast człowieka cieszącego się pewnym dobrostanem, bo przecież radość czy przyjemność musiał znać dobrze.

Kiedy rozważam ten problem, dochodzę do wniosku, że zasadniczy problem tkwi w ludziach niosących oświecenie ciemnemu ludowi. Odważę się powiedzieć, że wszyscyśmy  ciemni jak tabaka w rogu. Całe to oświecenie może być, nie musi – to prawda, jakąś iluzją. „Wiem więcej” brzmi złowrogo. Tymczasem tacy nauczyciele i mędrcy mogą robić kawał dobrej roboty, kiedy z owych chmur zejdą na ziemię. Zajmą się domowymi obowiązkami, poświęcą czas dzieciom i bliskim. Pomyślałem, że jako ludzie mamy podobne intuicje i wyczuwamy pewien rytm życia, w który zapędza nas los. Znajdą się tacy, co zajmują się studiami owego rytmu. To jest ta sama wiedza, którą prości ludzie wyrażają w sentencjach i pewnych wyuczonych prawidłach. Krótko ujmować życie w sentencje znaczy nie mieć czasu na refleksję, ponieważ mam do zrobienia to czy tamto. Możemy irytować się brakiem czasu i pewną gonitwą, lecz prawdopodobnie nie zatrzymamy produkcyjnych taśm. Tymczasem dobrze będzie, jeśli znajdą się wśród zabieganych ludzi osoby poświęcające się zrozumieniu tego co zazwyczaj ujmowane zwięźle. Dochodzę do wniosku, że mądrość tkwi w pojęciu rzeczy prostych, jak na przykład to, że szarego obywatela otacza rodzina, dom oraz praca i w te dziedziny są dla niego najważniejsze.

Niosący światło

Nie jest to zatem artykuł o tym jak zostać wielkim człowiekiem. Skąd miałby być? Sam nie rozumiem mnóstwa spraw, lecz rozpisuję się tutaj, ponieważ w prozaicznej codzienności można znaleźć nieco rady, jeśli tylko wsłucha się w rytm własnego życia. Kiedy o tym mówię tutaj, żal mną targa za utraconą kulturą opowiadania historii. Dopiero teraz pojmuję znaczenie opowieści niosących jakąś intuicję o życiu. Kazania oraz pouczające nauki bywają strasznie męczące, zwłaszcza w dobie licznych mówców i samozwańczych kaznodziejów. Pewną moc posiadają jednak w sobie fikcyjne czy też prawdziwe historie o ludziach z krwi i kości, którzy zmagają się tak samo jak my z życiem, i którzy odkrywają jakieś proste prawdy. Większość z nas chce przecież dobrze żyć, zachować twarz wobec innych i pozostawić po sobie dobrą pamięć. Rzuceni na pewien szlak zwany życiem wędrujemy po nim w mrokach i cieniach. Zakodowana intuicja podpowiada nam, aby iść do przodu, więc kroczymy naprzód. Choć wszyscy mamy ten zadatek zapisanej wiedzy co do drogi, dobrze jest jednak kiedy znajdzie się kilka osób wydobywających na wierzch światło. Nie jest przecież ono daleko. Zobaczyć je w sobie i drugim człowieku, tyle znaczy nieść oświecenie.