Pamiętam o czym był film „Praktykant”. Nie pamiętam natomiast jakiegoś szczegółu mogącego poprowadzić ten tekst. Pamiętam, że polubiłem Bena, owego Praktykanta. Był naprawdę fajnym bohaterem. Doceniłem go za prostotę i pewną elegancję zachowania czy postępowania.

Wdowiec

Mamy rozmaite wspomnienia z własnych praktyk. Na przykład ja malowałem drzwi na zapleczu serwisu komputerowego w ramach zajęć informatycznych. W ogóle sprzątałem całe to zaplecze. Byłem z taką koleżanką z klasy. Ona z kolei myła okna tego serwisu, a później mi dokuczała, że lepiej pracuje ode mnie. Oczywiście robiliśmy też inne rzeczy jak składanie komputerów. Oczywiście były to czasy technikum, a wtedy praktyki są zazwyczaj jakąś ściemą. Tymczasem historia z filmu wygląda inaczej. Ben jest już emerytem, a przede wszystkim jest wdowcem. Rzecz druga jest zasadnicza dla decyzji o podjęciu jakiegoś zajęcia. Ben trafia na praktyki do firmy prowadzonej przez Jules. Nie maluje tam drzwi, ani nie myje okien. Jest starszym facetem i znajduje się w prężnie rozwijającym się start-upie.

Czym to pachnie?

Jules wprowadza nas w problemy takiego biznesu. Są nimi przede wszystkim chaos, pośpiech i wątle relacje w rodzinie. Jest to niemal klasyczny konflikt dla społeczeństwa postindustrialnego (wyszukane słówko, co nie? znalezione na wiki). Nie samą produkcją żyje człowiek, a wszystkim co wiąże się ze sprzedażą. Dla niektórych może zalatywać banałem, ale ten film nie pachnie przecież opowieścią o robieniu firmy, a roznosi woń historii pewnego praktykanta.

Szczegół

Ben robi ten film, lecz nie udałoby się to mu, gdyby nie było Jules. Potrzebowali siebie nawzajem. Ben stał się potrzebny. Jules jest przedstawiona, jako ambitna i energiczna liderka. Ma do tego pasję. Ben to zamiłowanie zauważa. Jest też człowiekiem z pewnym stażem i wyrobionym dystansem. Potrafi uchwycić wagę rzeczy i celnie rozsądzić co należy a co nie. 

Poza tym przypomniał mi się szczegół. Jest co prawda wyeksponowany na tyle, aby go nie przegapić. Niemniej przypomniał mi się. Chodzi o pomoc na magazynie przy pakowaniu. Tam rozgrywa się obraz przedstawiający młodą kobietę wykonującą najmniejsze zadanie z imponującą dokładnością.

Ben okazał się świetnym doradcą. Uwierzył w Jules i było to chyba najważniejsze. Ta historia wypełniona jest problemami młodego małżeństwa i ujmującymi postawami emeryta-praktykanta. Nie brakuje jej humoru i pewnej prostoty chodzącej za Benem. Pewne trendy się nie zmieniają i tyle wystarczyło, żebym polubił tę opowieść.