Książka jest drugą częścią „Kronik Jennifer Strange”. Poprzednia część nosi tytuł „Ostatni smokobójca”. W kolejnej opowieści o magii znajdujemy zatem dalszy ciąg przygód nastoletniej menadżer z firmy Kazam. 

Mówiąc ogólnie o pierwszej części, zakończyła się ona niemałą (wybaczcie za słowo) rozpierduchą zafundowaną przez niezwykłą moc Jennifer. Maczała w tym swoje palce, jeśli oczywiście je ma, Stara Magia. Tamto zakończenie mogłoby sugerować, że nastały świetlane czasy pełne szacunku do czarodziejów i Sztuk Tajemnych. „Nic bardziej mylnego” jak to przyjęło się mówić.

Nowa przygoda

Druga część odsłania na „dzień dobry” zwyczajną prozę życia wypełnioną ciągłą walką o byt firmy Kazam wraz z jej podopiecznymi. Spotykamy się z bohaterami w czasie jednego z ich zleceń. Jennifer koordynuje pracę swoich magów, którzy rozpoczęli poszukiwania zaginionego pierścienia. Po nerwowym epizodzie z nurkowaniem w zaczarowanej studni oraz niebezpiecznej grze Lady Mawgony udaje się osiągnąć cel. Mimo trudu włożonego w wykonanie misji oraz znacznego wynagrodzenia wynegocjowanego przez Lady, Jennifer postanawia z pewnych względów zatrzymać pierścień.

Zanim narrator przejdzie do kolejnych zdarzeń, zdąży opowiedzieć o uciążliwej rywalizacji z firmą iMagia. Są drugą placówką realizującą czarodziejskie zlecenia. Tamtejszym szefem jest Zadziwiający Blix. Dalsze wydarzenia opowiadają o licencyjnym egzaminie Perkinsa, adepta z Kazam. Każdy czynny czarodziej jest zobowiązany do posiadania legalnej licencji na korzystanie ze skwaru (magicznej energii). Poza tym za każdy użyty później czar należy wypełniać specjalne formularze, które następnie wysyła się do Ministerstwa Spraw Piekielnych. To właśnie na egzaminacyjnym spotkaniu zawiązuje się główny bieg fabuły. Podczas licencyjnego występu Perkinsa odbywa się zaaranżowane zdarzenie, w którym uczestniczy sam król Snodd IV. Jest równie podły jak w pierwszej części przygód. Z odstawionego przedstawienia wynika, że król Herefordu zdecydował się wykorzystać rosnący potencjał magii do komercyjnego użytku. W tym celu prowokuje do turnieju czarodziejów, w którym wezmą udział rywalizujące firmy. Kto wygra, przejmuję spółkę konkurenta… Nie trzeba tutaj wiele wyjaśniać. Jennifer nie mogąc odmówić godzi się na rzucone wyzwanie i przez to wpada w kolejny wir przygód.

Poważny konflikt i jeszcze więcej świata magii

Odniosłem wrażenie, że akcja drugiej części wolniej się nakręca. Może dlatego, że dość wcześnie dowiadujemy się co ją napędzą, a w międzyczasie jest kilka wątków pobocznych jak chwilowe pojawienie się Wielkiego Zambiniego. Tak czy owak nie oznacza to tego, że nie można wciągnąć się w nową przygodę. Zapewniam, że można. Tymczasem w drugiej części dodam jeszcze, że uwypuklono konflikt dobra ze złem. Tak jak szczerze nie polubiłem Snodda IV w pierwszej odsłonie zdarzeń z Herefordu, tak przy okazji następnych okoliczności pogłębiłem swoją wyimaginowaną chęć mordu fikcyjnego króla. Niemniej to nie on pełni rolę czarnego charakteru, a robi to Blix. Co mu z tego zła robienia wyszło, sami doczytacie. Dość powiedzieć, że w „Pieśni Kwarkostwora” zazębia się wiele wątków i znacznie lepiej poznajemy świat Jennifer Strange.

A bohaterowie… Jak to magowie, bywają szurnięci i wyczyniają istne cuda w przezabawnych okolicznościach. Wzrastają wraz ze Starą Magią, która czai się gdzieś w pobliżu.