Dość zabawna anegdota o „Portrecie Doriana Greya”, książce napisanej przez Oscara Wilda oraz ogólnie o klasycznych dziełach literatury. 

Kto to?

Będę uczciwy i opowiem na początek anegdotę, abyście wiedzieli na ile jestem tutaj kompetentny. Otóż Portret Doriana Greya leżał sobie spokojnie na mojej półce. Nie należy do mnie, a do małżonki. Wyobraźcie sobie, że za każdym razem gdy robiłem szybki kurs wzrokiem po książkach na regale, wyrzucałem w niepamięć migawkę po książce Wilda. Któregoś razu zdobyłem się na odwagę i zapytałem małżonki, o co chodzi że ma Greya na półce. Zdziwiłem się niezmiernie, gdy książka nie była fanfikiem Zmierzchu, czyli opowieścią o tym Grey’u o pięćdziesięciu twarzach.

Homo ignorantus

Anegdota była zaledwie wprowadzeniem do opowieści o ignorancji, jaką jestem obdarowany. Kiedy wiedziałem już, że to inny Grey, to nie ruszało mnie to wcale a wcale. Nie zdawałem sobie sprawy z rangi książki, a jak powszechnie wiadomo „klasyków dobrze jest znać”. Była stara i miała średnią okładkę, a ja oceniam właśnie po okładce… Mówię poważnie, ale przejdźmy już dalej. Dalej jest natomiast lepiej, bo przeczytałem w poradniku dla pisarzy, że Grey jest dobrą lekturą (autorzy raczej użyli bardziej wysublimowanego słownictwa) i warty przeczytania. Tak, w poradniku dla pisarzy, dobrze czytacie. Kto pomyślałby bowiem, że żeby pisać trzeba dużo czytać?

Cena książki

Uparcie nie czytałem. Odczekałem jeszcze jakiś czas. Zebrałem się w końcu. Książka nudziła mnie w zasadzie. Po powyższych historiach nie dziwi to nawet. Nie nudziłem się na szczęście przez cały czas. Swoje z tego dzieła wydłubałem. Na przykład to, że ludzie znają cenę wszystkiego nie znając wartości niczego. Poza tym historia Doriana Greya jest opowieścią o namiętnościach kryjących się w człowieku, a gdy ów człowiek znajduje odpowiednią zasłonę na nie, choćby był to nawet portret, namiętności pochłaniają tego człowieka w całości. Historia Doriana i Lorda Henry’ego pokazuje jak to jest smakować życie, choćby było przy portowej kochanicy. Autor oddaje pewnego niesfornego ducha czasów, które są za nami. Zafascynowałem się prezentacją gnuśniejącego mężczyzny i szpecącego się portretu. Niebywałe ile można upatrywać uroku w ludzkich paskudztwach. Tutaj kończę, bo do takich książek zagląda się samodzielnie. Nie znałem wartości „Portretu Doriana Greya” i nie poznałem do końca. Powiedziałem sobie że nadrobię klasykę, bo ją przegapiłem. Nie znam chyba ceny wszystkiego, lecz myślę, że książki są warte zachodu.