Tekst powstał z inspiracji książką „Grobowce Atuanu” Ursuli K. Le Guin. Opowiem o lekturze oraz o poważnych sprawach takich jak kim są pożeracze imion, a także co to znaczy popsuć komuś jego własne zadanie.

Historia Tenar

Jest to co prawda druga książka Ursuli K. Le Guin, którą miałem przyjemność czytać, lecz pomimo tego małego doświadczenia mogę uczciwie wyznać, że uwielbiam autorkę. Ja „kupuję” po prostu całą jej narrację opowiadającą o Ziemiomorzu. Nie ma sensu ukrywać tej fascynacji oraz uznania, które posiadam wobec Le Guin. Całkiem niedawno opowiadałem o książce „Czarnoksiężnik z Archipelagu”, o pewnej drodze przebytej przez chłopca nazywanego Krogulcem. Nie spodziewałem się trafić w dalszych historiach na opowieść o pewnej drodze przebytej przez dziewczynę nazywaną Arha.

Arha jest imieniem kapłanki, którą noszą wszystkie kobiety pełniące pewną rolę przy grobowcach na Atuanie. Wedle mitologii w którą wprowadza narratorka, każda kolejna dziewczyna wciela się w jedną i tę samą osobę, dlatego istnieje tylko jedno imię – Arha. Tradycja przewiduje pewną ciągłość przy wyborze następczyni. Otóż kolejną wybranką staje się dziecko urodzone w dzień odejścia przemijającego wcielenia kapłanki. W takich okolicznościach znalazła się Tenar. Została odebrana rodzicom w stosownym wieku. Przeżyła swoistą inicjację polegającą na pożarciu jej imienia przez Bezimiennych, którym będzie następnie służyła. Dalej, otrzymała właściwe przyuczenie do służby. Staje się Arhą składającą ofiary Bezimiennym, tańczącą przed ich tronem oraz doglądającą mroków wielkiego labiryntu.

Takie ilustracje znajdują się w zebranym w jednej książce zbiorze opowiadań o Ziemiomorzu.

Wyrwana z mroku

Opowiadanie jest wyjątkowo mroczne jak religia, której kapłanką jest Tenar. Dziewczyna zostaje wplątana w sidła ciemności oraz nienazwanego zła. Nie zdaje sobie oczywiście z tego sprawy, ponieważ grobowce Atuanu posłużyły ludziom pragnącym władzy do stworzenia odpowiedniego dla tronu porządku. Dlatego Arha tkwi mocno osadzona w okalającej ją mrocznym ramieniem rzeczywistości i przywyka do ciemności. Po omacku, tuląc się do chłodnych ścian zaczyna nazywać domem swoje więzienie. Nagłą zmianę zaburzając stary porządek sprowadza pewien czarnoksiężnik. W podziemiach, w wielkim labiryncie szuka pewnego skarbu. Kapłanka została oczywiście poinstruowana w tej materii i wedle jej wiedzy owy mag jest zwykłym złoczyńcą. Nie poznała jeszcze prawdziwych okoliczności przybycia tajemniczego włamywacza. Mimo tej niewiedzy jakaś intuicja uwiera jej ducha. Toteż gdy Krogulec wpada w jej ręce, nie skazuje go od razu na śmierć. Próbuje go poznać. Coś w nim skrytego przyciąga Arhę do siebie. W efekcie kapłanka znajduje się w coraz to powiększającym się rozdarciu, aż odkrywa całą dotychczasową mistyfikację i staję po stronie czarnoksiężnika.

Dla mnie „Grobowce Atuanu” stały się sporym doświadczeniem w świadomości, ponieważ odniosłem wrażenie otrzymania ważnej lekcji od autorki. Le Guin wyjawiła pewien dramatyczny zabieg dokonywany na człowieku, dokonywany zwłaszcza na małej dziewczynce. Otóż rzecz tutaj o pożeraniu imienia. W tym kontekście zaczynam rozumieć chaotyczny krzyk licznego chóru rozmaitych ludzi. Te mnogie głosy są buntem wobec nadawania zamkniętych ról, tworzeniu mrocznych porządków rzeczy, wobec odbierania tego niesamowicie istotnego prawa do bycia dokładnie tym kim się jest. Być może brzmi to jak jakiś banał, tymczasem zrozumie to każdy kto zmaga się z próbą uwięzienia nie tylko jego ciała, ale przede wszystkim ducha czy umysłu. Zrozumie to każdy, komu podobnie jak Tenar zwrócono własne imię.

* ilustrację (obrazek wyróżniający) znalazłem na Pintereście, lecz nie mam pojęcia co do konkretnego źródła; w prawym-dolnym kącie owej ilustracji znajdują się prawdopodobnie inicjały oraz data powstania.