Serial kontra serial. Chciałem tak naprawdę napisać tekst o serialu „Przyjaciele”. Mam jednak wrażenie, że każdy go zna. Dlatego zestawiam go z innym i podobnym serialem „Jak poznałem waszą matkę”. Nie chodzi o to, który jest lepszy, bo przecież wiadomo że „Przyjaciele”.

Podobne historie

Dość powiedzieć dla przypomnienia i ogólnego streszczenia, że „Przyjaciele” są komediowym serialem o paczce nie kogo innego a przyjaciół. Mamy zatem perypetie szóstki osób, które dzielą ze sobą wzloty i upadki. Każde z nich prezentuje jakiś mały problematyczny światek, który akceptuje reszta grupy. Mówiąc ogólnie historie tych kilku ludzi opowiadają o życiu oraz o jednej z najważniejszych wartości jaką jest przyjaźń.

Podobnie rzeczy się mają z serialem „Jak poznałem waszą matkę”. Zasadniczo opowiada historię Teda. Bohater tłumaczy swoim dzieciom jak poznał ich matkę. Przy tej okazji Penny i Luke (dzieci) dowiadują się mnóstwa rzeczy o przeszłości ich ojca oraz jego najlepszych przyjaciół. Poza tym w tej opowieść ukryto pewną rzecz, o której nie powiem ze względu na osoby nie lubiące spoilerów. Swoją drogą nikt ich nie lubi. W historiach Teda mieści się również wielobarwne życie i obrazki przyjaźni.

Jacy oni uśmiechnięci, jakby nie wiedzieli jeszcze jak zdążą dokuczyć sobie

Inne seriale

W tych krótkich streszczeniach widać, że podobieństwo seriali nie jest wbrew pozorom takie znaczące. Mam na myśli to, że pierwszy opowiada o całej grupie, a drugi mówi zasadniczo o Tedzie osadzając go tylko na tle grupy. Mamy więc kontekst bohaterów. „Przyjaciele” to więcej niż jedna historia, a z pewnością więcej niż jedna równoprawna historia. Życie Marshalla i Lily, Barney’a i Robin z „Jak poznałem waszą matkę” wydają się być dodatkiem, pewnym dopełniaczem. Toteż nie powinno dziwić wycofywanie się się pierwszej dwójki w stosownym czasie. Historie Barney’a choć są postrzelone i palcem na wodzie pisane, spełniają swoje zadanie dokładając sporo żartu i przerwy od głównego napięcia. Perypetie Teda mają stać na świeczniku. Jego zawzięte i romantyczne poszukiwanie prawdziwego zakochania stanowi zasadniczy punkt opowieści. To, że miewałem wrażenie odchodzenia tego bohatera na drugi plan, to inna para kaloszy.

Więcej niż jedno życie

W „Jak poznałem…” można mieć własne sympatie do poszczególnych osób, to jasne. Nie ma tutaj mowy, aby reszta paczki była bez wyrazu. Dlatego lubi się nietypową, aczkolwiek niezwykle udaną parę Marshalla i Lily. Bawi również komediant Barney, a jego niezliczone romanse mogłyby pełnić całkiem osobne historie. Robin może natomiast być trudna w odbiorze, bo i posiada trudny charakter. To wszystko wydaje się jasne. Tymczasem w drugim serialu moją dozgonną miłość zdobyła paczka przyjaciół spotykająca się w kawiarni „Central Perk”. Uważam, że każdy bohater „Przyjaciół” wnosi wystarczająco wiele do całej opowieści. Toteż każdy z nich potrafi porządnie wkurzyć. Ross nie ma z tym większego problemu, to prawda. Niemniej wszyscy mieli swoje manie. Daleko nie szukając dość powiedzieć będzie o Monice i jej manii sprzątani. Każdy wzbudzi wiele ciepła jak prostoduszny Joey czy dobrotliwy Chandler. Wystarczy wspomnieć oświadczyny Joey’a wobec Phoebe lub rozmowę Chandlera w ośrodku adopcyjnym, który walczy o szczęście swojej partnerki.

„Przyjaciele” trafiają bardziej do mnie, opowiadają bowiem więcej o życiu. Może odnoszę takie wrażenie, ponieważ w serialu kipi więcej niż jedna ludzka historia. Tamten humor opiera się o głupstwa paczki z „Central Perk”. Tamte poruszenia serca biorą siłę z więcej niż jednego napięcia. Tak przynajmniej odbieram te dwa seriale otwarcie faworyzując „Przyjaciół”. Tym niemniej zarówno ten bardziej lubiany przeze mnie, jak i historie opowiadane przez Teda jego dzieciom są godne obejrzenia. Bawią, wzruszają i oddają zwykłe życie.