Słów kilka o jednym z bohaterów opowiadań Andrzeja Pilipiuka, postaci znalezionej na kartach pilipiukowych antologii. A mowa o pewnym detektywie historycznym.

Histeria Roberta

Generalnie w opowiadaniach pojawiają się dwaj bohaterowie – Robert Storm i Paweł Skórzewski. Pierwszych jest detektywem historycznym, a drugi polskim dr. Housem. Polubiłem zarówno jednego jak i drugiego z naciskiem jednak na Roberta. Może to efekt małego bzika na punkcie historii? Robert jest znacznie młodszy od doktora Pawła. Ten drugi mógłby tak naprawdę być ojcem pierwszego. Tymczasem młodzieniec jest nieuleczalnie chory na miłość do staroci. Kupuje za ostatnie zaskórniaki rozmaite antyki, medale i nie-medale. Targuje się niczym doświadczona przekupka. Stare i poniszczone rupiecie odnawia i puszcza za stosownym zyskiem. Nie sprzedaje wszystkiego, bo nałóg (miłość do staroci) prowadzi na bezdroża i zostawia dla siebie szacowniejsze skarby zamiast je sprzedać. Robert kocha również historyczne zagadki. Gdy zgłasza się do niego człowiek i prosi o znalezienie jakiegoś krewniaka, młody przeszukuje archiwa i księgi. Podczas swoich przygód i poszukiwań spostrzega rozmaite detale. Wychwytuje je za pomocą wiedzy historycznej. Poza tym w wolnym czasie umizguje się do Marty. Dziewczyna nie jest fajna, a autor postarał się aby wyobrażać sobie ją jako stereotypową zołzłę. Robercik ubiega się o jej względy i jest beznadziejny w tym amorach. Być może szło by mu lepiej, gdyby podrywał kobietę z innej epoki. Mniejsza, bo ta miłostka to już inna historia. 

Fikcja i opowiadania

O pisarstwie Andrzeja Pilipiuka słychać różne głosy i jakby coraz więcej krytycznych. Tymczasem ze względu na cykl „Oko jelenia” (o którym pisałem swoją drogą) jest on dla mnie ważnym autorem i jestem jego fanem. Z perspektywy czasu inaczej patrzę na przygody Roberta. Wcześniej zazdrościłem mu ich i to się nie zmieniło aż tak bardzo. Lecz im człowiek jest młodszy, tym więcej rzeczy wydaje się realniejszymi, a im człowiek starszy, tym więcej zwątpienia w dawne pomysły.

Tymczasem pomyślałem, że kocha się fikcję za jej nie-oczywistość. Takie fantasy, prawda? Co gdy nie jest taka jasna? Gdy ucieka i ukrywa za rzeczywistością. Mami cię swoimi wdziękami, a ty ścigasz ją. Ta zabawa polega chyba na tym, aby fikcja umykała skrycie sprzed nosa. Gdy nie wiesz co jest prawdą a co nie, masz zabawę. Czytając tamte opowiadania miałem mnóstwo zabawy. Kilka opowiadań było na tyle wyjątkowych, że pamiętam je dzisiaj. Aparatus był jedną z nich. Był niesamowitym przedmiotem. Nosił piękną historię, a jego działanie… normalnie cudo! Fantastyka w wykonaniu Andrzeja Pilipiuka może dawać wiele pociechy.