Mamy tutaj opowieść o młodocianym rodzeństwie sierot, które nieustannie ucieka przed chciwym wujkiem próbującym odebrać im spadek pozostawiony przez rodziców.

Nie rozumiem trochę tego serialu. Nie żebym był specem czy profesjonalnym krytykiem. Nie rozumiem po prostu bardziej niż innych. Dlatego będę posiłkował się informacjami z Sieci. Generalnie potrzebowałem przeczytać recenzję na Filmwebie (☜ do kliknięcia), żeby rozjaśnić sobie dziwną konstrukcję serialu. Dość powiedzieć zatem, że „Seria niefortunnych zdarzeń” jest ekranizacją książek Daniela Handlera. Naliczyłem 13 tomów z tej serii na portalu „Lubimy Czytać”. Poza tym istnieje również film podejmujący się tej opowieści.

Historia bez dobrego zakończenia

Serial „Seria niefortunnych zdarzeń” opowiada historię pewnego rodzeństwa. Podczas testowania wynalazku szukającego kamienia rzuconego do wody Wioletka, Klaus i niemowlę Słoneczko dowiadują się, że ich dom uległ całkowitemu zniszczeniu w wyniku pożaru. Ogień zabrał im również rodziców. Heraldem zwiastującym dramatyczne wydarzenia jest pewien bankier. Pan Poe został zobowiązany do zrealizowania testamentu zmarłych rodziców. Oprócz przechowywania spadku, który będzie wydany dzieciom, gdy najstarsza Wioletka osiągnie pełnoletność, opiekun z banku ma za zadanie dostarczyć podopiecznych do odpowiednich opiekunów (wyznaczonych przez rodziców). Poe zostaje zmanipulowany przez pewnego przebierańca sugerującego oddanie dzieci w opiekę hrabiego Olafa, który zamieszkuje rezydencję nieopodal już nie domu, a rodzinnego pogorzeliska. Nierozgarnięty bankier przystaje na tę nieprawdopodobną propozycję i w ten sposób zawiązuję się zasadniczy konflikt – rodzeństwo Baudelaire wpada w ręce szaleńca chcącego odebrać im ogromny spadek. Pierwszy sezon jest podzielonych na pięć epizodów zajmujących po dwa odcinki. Każdy epizod kontynuuje główny konflikt w rozmaitych okolicznościach. Poza tym rozgrywa się pobocznie wątek tajnej tożsamości rodziców, którzy uwikłani byli w pewną organizacje.

„Masz problem” mówisz…

Moje problemy z tym serialem

Można powiedzieć, że serial opowiada tak naprawdę o konflikcie odwagi połączonej z zuchwałością z perfidną intrygą. Tło na którym umieszcza się obraz konfliktu jest rozciągane we wszelkie strony, przez co przybiera formę niesfornego fantasy. Mnie nie daje jednak spokoju budowa fabularna i gra aktorów. Gdy myślę o tym moim niezrozumieniu, stwierdzam że nie przekonuje mnie naciągana dramaturgia. Mam na myśli bajkowość tego serialu, w której nie mogłem się odnaleźć. Odnoszę wrażenie, że jest to seria nieprawdopodobnych zdarzeń. Pomyślałem sobie, że taka jest konwencja filmu familijnego. Autor wspomnianej recenzji napisał między innymi ☞ „estetyka jest mroczna i groteskowa, humor czarny, subtelny, i inteligentnie nienachalny, a dialogi nienaturalnie karykaturalne i serwowane w dokładnie takiej formie jaką zapamiętałem z powieści”. Pogrubiłem samodzielnie owe określenia z cytatu. Zgadzam się z tymi stwierdzeniami i dodam, że całe tło jest nienaturalne, pokręcone i (celowo?) nierealne. Co więcej postaci opowieści są równie nierealistyczne i według mnie dobrze oddają mój problem z „Serią niefortunnych zdarzeń”. Odniosłem wrażenie, że rodzeństwo Baudelaire jest stawiane wyłącznie w głównym konflikcie. Brakuje mi elementów, które mówiły by więcej o Wioletcie, Klausie i Słoneczku. Nieco inaczej wypada w tym aspekcie Hrabia Olaf grany Neila Patricka Harrisa (popularnego Barney’a), który nieustannie tworzy jakąś intrygę.

Mimo moich problemów uważam serial za godny polecenia, stanowi bowiem ciekawą rozrywkę. Zakończenie pierwszego sezonu jest zaskakujące i daje wystarczająco pytań, aby spokojnie wyczekać kontynuacji. Poza tym ciekawym motywem jest towarzyszący narrator, który nieustannie przestrzega przed tym, że owa historia nie posiada szczęśliwego zakończenia. Może więc potrzebuję nieco większej dawki niefortunnych wydarzeń, żeby przekonać się do pewnych elementów. Z pewnością lektura powieści Lemony Snicket’a byłaby pomocna w tym. Niemniej serial jest tak czy owak dobrze przygotowaną rozrywką.