Recenzja książki „Ostatni Smokobójca” Jasper’a Fforde. Mamy więc do czynienia z solidną dawką fantasy okraszoną pyszną magią. Lektura opowiada historię nastoletniej Jennifer, która prowadziła w zastępstwie firmę Kazam świadczącą usługi magiczne.

Znajda prowadząca Kazam w Herefordzie

Jennifer Strange objęła prowadzenie Kazam zastępując przy tym Wielkiego Zambiniego. Jej obowiązki to czysto administracyjno-biurowe zajęcia polegające na przyjmowaniu zgłoszeń i delegowaniu do nich odpowiednich magów. Opowieść startuje w czasie, gdy magia jest upadłym rzemiosłem, a czarodzieje zmagają się z niedostatkiem magicznej energii oraz podrzędną rolą w społeczeństwie. Kierowanie Kazam w takich okolicznościach okazuje się nie lada zadaniem. Poza młodym wiekiem Jennifer zmaga się z dwoma problemami. Sama nie potrafi używać magii. Jej ocena zdolności oscylowała około 200 punktów, gdzie prawdziwi czarodzieje osiągają pułap conajmniej 1000 punktów. Mimo to dziewczyna rozumie doskonale swoich podopiecznych oraz możliwości, które w nich drzemią. Mieszkańcy Kazam wiedzą o szefowej tyle, że jest zwykłą znajdą. To określenie przypada sierotom wychowywanym przez siostry Wielkiego Homara. Znajdy zostają wysyłane do różnych miejsc, aby przepracować w nich lata do uzyskania pełnoletności.

Właściwa akcja rozpoczyna się w chwili, gdy Jasnowidz z Kazam zobaczył śmierć ostatniego Smoka. To widzenie staje się poważnym przyczynkiem do natłoku myśli, w który wpada Jennifer. Informacja rozbudza emocje całego społeczeństwa Hereford’u jak i Niezjednoczonych Królestw. Fabuła rozwija się przez głębokie poznanie historii o smokach oraz odnalezienie w niej roli głównej bohaterki.

Kwarkostwór, niemrawi czarodzieje i Stara Magia

Książka jest napisana przede wszystkim z humorem. Bawią mnie pokręceni czarodzieje z Kazam, którzy trudnią się renowacją instalacji elektrycznych lub przewozem organów na latających dywanach. Swój urok posiada również Kwarkostwór. Gdy śledzi się jego poczynania, człowiek jest znacznie mniej wystraszony niż osoby mające z nim styczność. Sama Jennifer budzi sympatię i kibicowałem dziewczynie w jej zmaganiach. Świat magii Jasper’a Fforde’a jest porządną rozrywką dla miłośników fantasy.

Można powiedzieć, że konstrukcja opowieści jest konwencjonalna. Nastoletni bohater i jego pupil osadzeni w świecie czarów i smoków. Odnoszę jednak wrażenie, że konstrukcja magicznego świata nie jest już taka banalna i posiada oryginalne aspekty. Nigdy nie słyszałem o magach naprawiających instalacje elektryczną. Nie chcę tutaj sprzeczać się, bo ja mało co słyszałem, lecz kupuję w całości historię z Niezjednoczonych Królestw. Dla mnie „Ostatni smokobójca” jest przede wszystkim słodkim remedium na moje skołowane nerwy dotyczące otaczającej mnie rzeczywistości hiper-reklamy, którą obśmiewa autor w swojej książce i dość jasno tłumaczy, że ratunkiem jest Stara Magia. Czekam więc na jej powrót chomikując resztki niekonwencjonalnej energii.