Nie chcemy widzieć, ani mieć czasu, ani nie daj Bóg sposobności by pomóc. Taka bezinteresowność wydaje się mało opłacalna.

Jak przychodzi temat dotyczący pomocy drugiemu to „każdy wie swoje”. Większość zapisała w pamięci sporo kiepskich doświadczeń, gdy liczyło na drobny gest, zauważenie czy cokolwiek dobrego ze strony drugiego i zawiodło się w tym oczekiwaniu. Człowiek nie okazuje współczucia, ponieważ ma wrażenie że sam go nie otrzymuje. 

Jechałem dziś zaśmierdzonym tramwajem. Jak w tym przykrym dowcipie – menel jedzie tramwajem, a później tramwaj jedzie menelem. Nakryłem nos szalikiem. Było kiepsko. Jesteście w stanie wyobrazić to sobie. Siedzi beztrosko zawiany facet, zaś reszta unika miejsce jego posiedzenia w promieniu kilku kroków. Ot, codzienność w miejskiej komunikacji.

Tymczasem w głowie coś się kotłuje. Dzieje się jakaś walka. Nie macie tak gdy zauważacie osobę potrzebującą? Widzisz, że starszy człowiek wlecze się przez pasy. Mkniesz i mijasz. W sumie nie zauważasz go. Znieczulica – tak kiedyś nazywaliśmy pewien problem. Dzisiaj nie ma sensu podnosić takiego tonu, bo owa znieczulica przeszła do porządku dziennego. 

Czasem gryzie mnie sumienie. Gdy jestem proszony o marną złotóweczkę, nigdy nie mam. Rzadko skoczę do sklepu w akcie „racjonalizowania” pomocy. „Nie moja sprawa” mówię patrząc na starsze osoby stojące w komunikacji obok znacznie młodszych, siedzących oczywiście. No i ten Pan Menel. Gdy powstrzymałem sąd węchu, zauważyłem, że się trzęsie. „Delirium. Na pewno z przepicia” racjonalność nigdy nie zawodzi jak trza coś zanegować. Jednak ten szept sumienia nie pozwolił się zagłuszyć „Ty sam dobrze ubrany trzęsiesz się z zimna, a co on ma powiedzieć?”. Więc pomyślałem „mam czapkę”, nie jest to przecież droga rzecz. Suma summarum nie dałem mu jej. Nie przemogłem się. Nie pierwszy i nie ostatni raz zderzam się z sytuacją, gdy porzucam jakieś pomysły dręczące mnie na widok człowieka w potrzebie. Zostają jedynie wyrzuty sumienia i to nie zawsze, bo rozsądek ma niejednego asa w rękawie.