Artykuł o sztuce, o artystach, o opowiadaniu historii oraz o prawdzie.

Punkt wyjścia?

Zacznę od tego, że po dyskusjach związanych z teatrem (ogólnie) oraz po wystawieniu „Klątwy” (konkretnie), zacząłem zastanawiać się nad tym czy istnieje artystyczna przemoc. Coraz częściej czytam o zmianach zachodzących w polskim teatrze, kierunku który obiera oraz roli jaką odgrywa. Nie zamierzam podejmować tego tematu, a jedynie wytłumaczyć skąd wziął się inny. Scena, zapisane książki, farba na płótnie jak wiele innych, chociażby gry wideo stają się twórczą przestrzenią. Taką przestrzeń urządza się po to, aby inni z niej korzystali. Twórcy jako dekoratorzy aranżują tę przestrzeń według własnych zamysłów. Toteż jedni skupiają się na organizowaniu niezobowiązującej rozrywki, inni mają jakąś sprawę do wypowiedzenia, a jeszcze ktoś zamierza świadomie wstrząsnąć drugim. Doświadczanie owej twórczej przestrzeni jest spotkaniem z obrazem kultury, którą próbują kreować lub uchwycić twórcy. Myślę, że to wspomniane doświadczanie mnie właśnie zajmuje. Czy jesteśmy w stanie znaleźć jakiś wspólny punkt, aby zrozumieć po co doświadczamy obrazu kultury? W pewnym sensie chodzi mi o zrozumienie owej przestrzeni oraz jakiś prawideł jej dekorowania.

Za mnogimi artystycznymi formami stoi opowieść. Czy to filmowa, czy książkowa, czy teatralna, czy cyfrowa – niezależnie od tych określeń pozostaje opowieść. Oznacza to dla mnie, że te rozmaite twory, dziełka i dzieła o czymś opowiadają. Zajmują czas. Doganiają rozpędzone myśli goniące za prozaicznym problemami codzienności. Dają w końcu jakąś satysfakcję odkrywając rzeczy zakryte czy po prostu stwarzając różne emocje i przez nie przeżycia.

Posiadacze tajemnic 

Opowieści niosą jakby w pielgrzymim tobołku opowiadacze. Niegdyś przydrożni dziwacy, biesiadni wesołkowie czy pieśniarze. Jednym słowem: mędrcy. Oni są posiadaczami jakiś tajemniczych informacji, a ich opowieści stają się nośnikami sekretów. Wydaje się, że wiedzą znacznie więcej. Czytają ludzi, świat oraz zdarzenia jakby były otwartymi księgami. Mówimy o nich artyści. Mają jakąś sprawę. Są głosem generacji, pokolenia czy nawet cywilizacji. Jakby istotny nieziemskie strzegą tajemnic, które rozumiemy jako kulturę, czyli ludzkie dzianie się. Obserwują jak to wszystko się dzieje. Jak zachowujemy się w miejskiej komunikacji, jak śmiejemy się w kinie lub jak strzelamy mądrymi minami w muzeach.  Składają to później w jakąś opowieść. Natchnienie składa za nich. Natchnienie – tak określamy artystyczną przypadłość, która nie przytrafia się niestety każdemu. Mędrcy, artyści i wszyscy ci dziwni ludzie zajmują się zatem komunikowaniem tego co natchnienie tudzież intuicja im mówi. Komunikacja! Jakie ma ona ogromne znaczenie. Za jej przyczyną zawiązujemy porozumienia lub toczymy wojny. Niektórzy spośród nich zdobywają się na pewną zuchwałość mówiąc „ta cała intuicja to nic tylko ja sam!”. Sobie wyłącznie przypisują mądrość. Tłumaczą „to czysta wiedza”, trzeba tylko pomyśleć. Toteż tacy nie komunikują, lecz obwieszczają. Mówią to co jest, chociaż jest to ich prywatnym pomysłem, że to co mówią staje się obrazem tego co jest. Tak czy owak, bo może nie rozumiem po prostu pewnych siebie ludzi, wydawać się może że opowieść jest narzędziem w rękach opowiadaczy.

Opowieść jako narzędzie niesie różne konsekwencje. Jedną z nich musi być to, że staje się w takich okolicznościach przedmiotem. Żelazem, z którego artysta jak kowal wykuwa komunikaty w warsztacie słów i obrazów. Kowal kuje żelazo, więc artysta kreuje opowieść. Jest zatem panem i właścicielem skrywanych tajemnic. W takim sensie nie istnieje rozumowa szansa, aby posiadać pretensje do kowala, że kłuje zbyt ostre mieczyska. Można wykpić go za tandetę i badziew, ale i tak znajdzie się nabywca produktów z niższych półek. Toteż dochodzimy do wniosku takiego iż trudno posiadać w sobie pretensje do pisarzy, reżyserów i wszelkiej maści twórców za ich dzieła. Szokują, bulwersują, kaleczą i krzywdzą, bo tak mają działać. Ich właściciele wiedzą przecież lepiej. 

Bunt wobec mędrców

Dzieła kultury bolą czasem, ponieważ ich twórcy muszą żyć w przekonaniu, że owy ból stanie się czegoś przyczynkiem. Prawdopodobnie oczyszczenia lub porzucenia zła – artyści służą przecież ludzkości i opowiadają o prawdzie. Próbują obyć dzikie i barbarzyńskie plemię przeciętnych obywateli z doświadczeniem smutnych konsekwencji ich egzystowania. Gdy się to wszystko czyta, pojawia się zapewne pewien niesmak. Kubki smakowe boleją nad przelewaną przez nie goryczą. Lubi się przecież książki i filmy, ale nie ma niczego fajnego w postrzeganiu różnic między artystą a szarym zjadaczem chleba. Tymczasem w tym doświadczeniu poniżenia przed mędrcami można doszukiwać się potrzebnego buntu.

Przeciętność czy pewien stan normalności nie musi wcale być konsekwencją nudnego i bezwartościowego życia, a sami artyści mogą być prywatnie wyjątkowymi nudziarzami oraz dobrze się z tym czuć. Czemu nie? Bo i czemu miałaby służyć ekstrawagancja podczas cotygodniowych zakupów w pobliskim dyskoncie? Zatem można zapytać czy posiadanie opowieści wiążę się z jakimiś przywilejami lub przejawami nieziemskości?  

Komunikat

Pewien problem związany z nieporozumieniem wobec tego kim artysta jest lub nie jest wynika według mnie z niewystarczająco jasnej komunikacji elementarnych spraw, związanych z dziedziną artystyczną. Mówiąc przykładem, zbyt lekko przyjmujemy, że opowieść jest narzędziem w ręku mędrca. Gdyby tak odwrócić te wektory, powiedzielibyśmy wtedy, że mędrzec jest narzędziem w ręku opowieści. Ten co miał być podmiotem, muskularnym kowalem, jest w rzeczywistości przedmiotem, niejednoznacznym stopem żelaza. Toteż konsekwencje takiego obrazu wydają się zgoła inne niż w przypadku pierwszym.

Opowieść staje się zatem pewnym punktem wyjścia, jakąś prawdą o człowieku, o świecie czy zdarzeniach, którą należy uchwycić i zrozumieć. Skrywa uniwersalne archetypy poprzez które możemy dążyć do zrozumienia samych siebie i innych. Choć opowieść jest wytworem ludzkim, próbuje ona objąć w swoich ramionach roztańczoną codzienność, aby w jej towarzystwie stworzyć bezpieczną przestrzeń, która w następstwie staje się punktem informacyjnym. Przebywając w owej przestrzeni dowiadujemy się zatem kim jesteśmy oraz tego jakie wartości nas karmią, a jakie trują. Tożsamość i egzystencjalne pożywienie.

Zadaniem artystów nie jest zatem kreowanie opowieści, ale jej komunikowanie. Mędrcy nie wymyślą prawdy. Oni wyjawią tylko to, co owa opowieść im nagadała. Pracują w pocie czoła, aby ubrać w słowa i obrazy rzeczy tak oczywiste, że niejasne. Są poszukiwaczami określeń, które oddadzą sensy rzeczy, spraw i ludzi. Stają się medium – nośnikiem informacji – które informują o tym co po prostu jest. Zmusza to według mnie to zastanowienia się nad pewnym artystycznym uniesieniem, które popycha do czynienia wstrząsów i prowokacji. Nie jestem po prostu przekonany do języka bólu, bo choć owszem, przykuwa uwagę, skupia się jednak na generowaniu atencji zamiast na przekazaniu opowieści. Generowanie atencji jest przejawem pewnej zuchwałości. Człowiek musi bowiem myśleć „ja” lub „moje dzieło” zasługują na więcej uwagi. Jak już wspomniałem wyżej – dziełem artysty jest komunikat.

Punkt wyjścia

Komunikacja jest przekazywaniem informacji. Jeśli ten proces przebiega poprzez język bólu i prowokacji istnieje szansa, że sprzeniewierza się własnemu przeznaczeniu. Nie dąży się do porozumienia, do pewnej niepisanej zgody na obopólne uznanie prawd wydanych przez opowieść. Istnieje w końcu szansa, że takie okoliczności mogą stać się przekazem w stylu „niech ten ciemny lud pojmie w końcu co im tłumaczymy”. Jeśli zaś „ciemny lud” nie rozumie, być może jest winny komunikat a nie odbiorca?

Odwrócenie owych wektorów, że mędrcy są narzędziem opowieści, może stać się pewnym przyczynkiem do odpowiedzi na pytania z pierwszego akapitu. Oto człowiek pozbywa się odpowiedzialności za kreowanie prawdy. Ona sama zostaje naga, więc ubiera się w obrazy i opowieści. Toteż owa przestrzeń może być miejscem wspólnego dążenia do zrozumienia (poznania sensów) opowieści i obrazów które wszyscy nosimy przede wszystkim w sobie. Nie potrzeba wtedy języka bólu i prowokacji, a wystarczy zaledwie język wzajemnego poszanowania i pewnej solidarności.