Tekst poświęcony książce „Szubienicznik”.

Dwa tomy szlacheckiej opowieści napisanej piórem Jacka Piekary. Nie ma jeszcze końca i nie wiem kiedy będzie. Pierwszosierpniowa rocznica jest pretekstem do rozmawiania o Polsce. Więc rozmawiajmy. Proponuję o tej dawnej, o takiej z książki.

Bez pośpiechu

Zacznę od tego, że Szubienicznik jest opowieścią niedokończoną. Nie ma trzeciego tomu. Ja nie znalazłem. Owszem nie przykładałem się do szukania. Niemniej tkwię w takiej niepełnej historii podstarościego Jacka Zaremby i stolnika Hieronima Ligęzy. Z chęcią poznam dalsze wydarzenia, ale żebym cierpiał na spiekoty serca skołowanego tęsknotą, to przyznam szczerze – nie cierpię tych spiekot. Macie zapewne takie sagi, seriale czy co tam jeszcze, że nie spieszy się wam z dokończeniem historii, prawda? Różnie bywa, a czasem tak, że opowieść może poczekać, bo akcja biegnie własnym tempem i zdążymy ją dogonić. Podobnie jest w przypadku Szubieniczka. Podobnie.

Dumny Polak

Książkę określa się w zasadzie jako thriller historyczny. Nie mam powodów, aby dyskutować z tym. Historia osadzona w XVII wiecznej Rzeczpospolitej kryje mnóstwo tajemnic. Naprawdę jest ich od groma. Jakiś ktoś zebrał jakichś szlachciców w jakimś dworze. Dwór należał do stolnika Hieronima Ligęzy. Stolnikowi w rozwikłaniu tego nieprawdopodobnego zjazdu pomaga przyjaciel. Jest nim podstarości Jacek Zaręba. Przyjaciel Ligęzy jest takim Sherlockiem w kontuszu. Jest bystry i jest przy tym pierońsko dumny jak każdy polski szlachcic. Intryga płynie jak krew z nosa. Człowiek mimo to śledzi z przyjemnością tę historię.

Intryga z tłem

Jakiś czas temu opowiadałem o Samozwańcu i przygodach innego szlachcica, Jacka Dydyńskiego. Tam akcja jest wartka i pędzi jakby na złamanie karku. Tam jest wojna. Tutaj, w Szubieniczniku mamy intrygę. Przygody dziedzica z Dydni galopowały cwałem jakby równo z owymi rumakami na których pędzili husarzy. Tajemnice podstarościego Zaręby z kolei wciągają powolnie w niezwykle złożoną układankę. Dydyński nie miał czasu. Zaremba potrzebuje go, aby pojąć zagadkę, którą ktoś mu rzucił jak wyzwanie. Te opowieści są inne, lecz łączy je tło. Tłem jest historia. Tłem jest też Polska. Opowieść Jacka Piekary śledzi się z przyjemnością, bo stał się w niej świetnym gawędziarzem. Jeszcze lepszymi opowiadaczami są bohaterowie jego książki.

Gdy tak czytałem i widziałem tańczące emocje, nie mogłem nadziwić jak bardzo jest w nich Polska. W tanecznym wirze zderzają się duma z butą, honor z łajdactwem, depczą po sobie kłamstwo i prawda. W rzeczy samej jest tak, że historia uczy, że jest nauczycielką, a jej lekcje powinny być obowiązkowe.