„W pogoni za szczęściem” wpisuje się bardzo mocno w coś takiego co nazywamy american dream. W Polsce powiedzielibyśmy, że to taka historia od zera do milionera. Myślę, że te motywy wbrew pozorom nie są do siebie podobne.

Punkt widzenia

Jest to bardzo możliwe, że widzieliście krótkie wideo na YouTube (☜ kliknij, żeby obejrzeć), w którym czarnoskóry ojciec podcina skrzydła swojemu synowi, a później przekonuje go aby nie porzucił nigdy marzeń nawet jeśli jego staruszek mówi inaczej. Wróćmy więc do tego american dream, bo mam jedną taką myśl z tym powiązaną. Otóż zauważyłem, że ludzie za Atlantyku podkreślają z największą stanowczością wagę ciężkiej pracy. Traktują otaczającą ich rzeczywistość jako niespożyte możliwości do osiągnięcia niemal wszystkiego. W pewnym stopniu historia niejednego celebryty jest takim amerykańskim snem na jawie. Pomyślałem zatem sobie, że ten motyw jest jednak inny niż ten z polskim milionerem. Chodzi o pewne postawy i życiowe założenia, chodzi o sposób postępowania i świadomość możliwości, chodzi w końcu o mentalność. Mówię o tym, bo film nie jest taki fajny dla polskiego widza przemielonego przez życie. Dla niego pewnych rzeczy nie da się zrobić w Polsce i tyle.

Uliczny bruk

W pogoni za szczęściem opowiada prawdziwą historię. Film pokazuje nam walkę zwykłego faceta o dobre życie dla siebie i własnego syna. Stawka jest niemała, bo i sytuacja wygląda kiepsko. Ojciec z synem lądują dosłownie na bruku. Chris dostaje staż w dobrej firmie. Niestety staż nie jest płatny, a jest dodatkowo pewnego rodzaju konkursem o stanowisko pracy. Konkurencja jest duża, a bruk ulicy nagle nie staje się w magiczny sposób wspaniałym domem. Chris goni za szczęściem będąc w cholernie wielkim ucisku.

Co ten koleś z webdeo.pl wypisuje… jest chyba chory na głowę

Zerwać kajdany

Wzrusza już samo to, że film opiera się o prawdziwe wydarzenia. Wzrusza szaleńcza pogoń Chrisa za szczęściem. Wzrusza w końcu jego ciężka praca. Mówisz sobie „zasługuję na tę robotę, jak mało kto”. Cała ta historia wpisuje się w ten motyw – marzyciela dopinającego swego celu. To daje wiele emocji i nie ma co mówić inaczej. Tymczasem mnie najmocniej dotknęły łzy i ogniste spojrzenie człowieka zrywającego kajdany ucisku. Jest taka jedna scena, w której to widzę i to wzruszyło mnie najbardziej. Ja w tej jednej scenie widziałem całą opowieść w pigułce.