Tekst poświęcony odcinkowi „The Enemy Within” Star Treka, jeden z pierwszych (4.) odcinków pierwszego sezonu. Zawarto w nim historię kapitana Kirka, który mierzy się ze swoją ciemną stroną.

Star Trek należy do grupy seriali i filmów, który widziałem już w dzieciństwie, oglądałem go bowiem z rodzicami. Oprócz bajek z kanału „Fox Kids” i „Cartoon Network” których byłem szalonym fanem, nie pamiętam większości seriali i filmów ze wspomnianej grupy. Dlatego takie cuda jak Star Trek wspominam jakby przez mgłę. Z perspektywy pokoleniowej rywalizacji nie znać tego serialu jest to pewną zbrodnią dla moich rówieśników, a przynajmniej odnoszę takie wrażenie. Tymczasem wiem ze zbioru własnych doświadczeń, że klasyków można kompletnie nie znać. Toteż nadmienię, że Star Trek należy do grupy kultowych dzieł kultury i opowiada gwiezdne przygody załogi statku Enterprise. Jakiś czas temu rozpocząłem dzięki Netfliksowi rozrywkę rodem z „przeżyjmy to jeszcze raz” i oglądam go od pierwszego sezonu. Każdy odcinek opowiada o czymś innym, a ja chcę przywołać dzisiaj jeden z pierwszych, zatytułowany „The Enemy Within”.

Podwójne oblicze kapitana

Mamy zatem historię bezpośrednio związaną z kapitanem Kirkiem. Zła strona (kolory dla odróżnienia) jego osoby zostaje rozdzielona od tej dobrej podczas rutynowej teleportacji. Akcja toczy się więc w oparciu o uchwycenie wymykającego się Kirka oraz złączenie go z jego drugą częścią. Rozdwojenie kapitana stanowi pewne studium ludzkiej natury, a przynajmniej osób pełniących wodzowskie role w społeczeństwie takim jak chociażby załoga Enterprise. W takich okolicznościach Kirk raz staje się porywczym furiatem, a innym razem łagodnym i bojaźliwym flegmatykiem. Ta historia ma dwa problemy. Jednym z nich jest dowódca, który stracił pewność siebie niezbędną w dalszym prowadzeniu statku. Drugim jest kilkuosobowa załoga pozostawiona na planecie, na której zapanował nocny mróz. Nie można ich ściągnąć z powrotem, ponieważ teleport nie został naprawiony. Poza tym, żeby sprowadzić ich, należy wpierw połączyć rozdwojonego Kirka słabnącego z godziny na godzinę.

A tutaj załoga ogrzewająca się przy kamieniach rozpalonych przez fazery.

Profil dobrego przywódcy

Zakończenie odcinka niech zostanie niedopowiedziane. Tymczasem przyjrzyjmy się spostrzeżeniu pana Spocka, który zaobserwował nietypową zależność. Otóż wedle jego opinii ciemna strona Kirka stanowiła nieodzowny element jego przywódczego charakteru. Spock dochodzi do wniosku, że dzikość, agresja i podstęp nie muszą być złe. Warunek który należy tutaj postawić jest taki, że dobra strona kapitana musi panować nad swoją bliźniaczą siostrą. W ten oto sposób, w prostym odcinku starego serialu s.f. odkrywamy pewną mądrość podsuwaną przez autorów. Czy się z nią zgadzamy, to już inna para kaloszy. Niemniej jest nad czym pomyśleć. Poza tym kapitan Kirk wydaje się być pewnym przypomnieniem dla społeczeństwa XXI wieku tego kim jest dobry lider (według dawnych wzorców). Dostrzegam wyraźny kontrast między gadatliwym i „charyzmatycznym” liderem parającym się wszystkim i niczym dzisiaj, a opanowanym i niedostępnym przywódcą wykonującym swoją robotę dawniej.