Książka „Reputacje” Juana Gabriela Vásqueza wpadła przypadkowo w moje ręce. Była przyjemną lekturą. Miała historię i klimat. Miała też swoje niedopowiedzenia. Z „Reputacji” wyciągnąłem jedną ważną lekcję, a raczej opowieść o sile mediów i kresek.

Mallarino

Bohaterem naszego spotkania dzisiaj jest Javier Mallarino. Jest rysownikiem. Rysuje dla gazet. Rysuje karykatury. Karykatury dotycząc zazwyczaj polityków, a przynajmniej znanych ludzi. Historia dzieje się na południowoamerykańskim kontynencie, chyba w Kolumbii. Gdy piszę teraz tę opowieść, wspominam Mallarino z jakimś uśmieszkiem towarzyszącym kolejnym słowom. Czy on sam śmiał się rysując swoje karykatury? Pewnie tak. Mnie bawi z kolei obraz artysty o mizernej posturze i usposobieniu drapieżnika. Nie pamiętam czy tak dokładnie przedstawił go Vásquez. Zrobiła to z pewnością moja wyobraźnia. Mnie ten obraz pasuje i będę się go trzymał. 

Tajemnicza historia

Autor serwuje czytelnikowi perspektywę znanego rysownika, którego dogoniła przeszłość. Perspektywa jest tak dobrze przygotowana, że pochłania się ją jednym kęsem. Króluje w niej lekkość i wyrazisty smak. Mallarino zbiera żniwo swojej pracy. Wieloletnie rysowanie karykatur sprawiło, że znają go niemal wszyscy dookoła. Niemal wszyscy, bo nie zna go jeden pucybut. Z jednej strony otrzymuje swój laur zwycięstwa na benefisie jemu poświęconym. Z drugiej strony pojawia się pewna osoba w jego życiu z bardzo konkretną historią. Historia tej osoby jest ściśle związana z Mallarino. Prawdopodobnie dlatego angażuje się całkowicie w nią. W pewnym sensie spogląda dzięki tej sprawie od innej strony na swoją glorię.

Media

Przy lekturze „Reputacji” spotkałem się pierwszy raz z rysownikiem, a dokładnie z karykaturzystą. Zafascynował mnie sam zawód Mallarino, a później było jeszcze ciekawiej. Vásquez pokazał z niebywałą subtelnością cienie zawodu Javiera. Cieniem i goniącą przeszłością stał się zabójczy ołówek w ręku artysty. Tak pomyślałem sobie. Rozmawiamy o rozmaitych sprawach, a w tym o mediach. Jesteśmy zgodni i bezlitości wobec tego, że media są jeszcze bardziej bezlitosne. Tylko co znaczy tak naprawdę, że media niszczą komuś życie? Lektura o której wspominam tutaj te kilka słów, podejmuje ten temat obnażając przy tym niejednobarwne obrazy.